#16 2017-09-13 19:04:03

punia003

http://img.informer.com/icons/png/16/23/23053.png Mudomo

Skąd: Bogatynia
Zarejestrowany: 2014-10-05
Posty: 117
Punktów :   11 
Ulubiona Postać: Abe/Stranger
Wiek: 18
Ulubiona Lokacja: slig barracks/Scrabania

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Tusia, niestety nic nigdzie innego nie mam, chooociaż myślałam, żeby nad tym popracować. 2x niestety nie mogę sobie pozwolić na siedzenie zbyt długie nad takimi rzeczami.
Drippick, to dorabianie wszystko wyjaśnia  wybaczam.

***

Tym czasem w laboratorium Vykkersów trwało wielkie zamieszanie.
   -Macie ją znaleźć!! Macie znaleźć!!- wrzeszczał Irvin na wszystkich dookoła- Nasz najbardziej udany projekt. Wszystko przez waszą niekompetencję! Jak mogliście pozwolić jej uciec?!- krzyczał.
  Interny i sligi stali pod ścianą ze strachem z domieszką wstydu.
   -Uspokój się. Już powysyłaliśmy listy gończe.- powiedział Humphrey- Poza tym, lekarz odradzał ci emocjonowania się. Źle ci robi na wstrząs mózgu.
Irvin złapał się za zabandażowaną głowę. Pulsowała mu z nerwów. Wspomniał to traumatyczne przeżycie, gdy mu się to stało. Tak, pamiętał to dokładnie. To wtedy właśnie ponieśli porażkę. Wtedy Abe i Munch podłożyli im dynamit.
  Jakimś cudem przeżyli. W sumie nie cudem, lecz bardziej dzięki opamiętaniu. Wręcz w ostatniej sekundzie udało im się uciec kapsułą ratunkową. A straty były niemałe. Między innymi on sam doznał wstrząsu mózgu i stracił jedną z czterech rąk, kiedy wybuch uszkodził ich kapsułę. Natomiast Humphrey... on miał trochę gorzej. Otóż on- stracił niemalże całą lewą stronę ciała i zastąpiono ją mechaniczną protezą. Poza tym obaj doznali dotkliwego poparzenia na całym ciele ( ci, którzy przeżyli również), tak bardzo, że do teraz trwają intensywne rehabilitacje. Stracili też większość ludzi, ale cóóóóż... mogło być gorzej. W sumie nie. Stracili mutanta, za którego sprzedaż mieli odnowić imperium...
  Irwin ochłoną.
   -Jutro wznowimy poszukiwania.- oświadczył Humphrey.
Spojrzał na wspólnika i westchnął, ponieważ ten stał i gapił się nieobecnie w ścianę i ze ściekającą śliną z uchylonych ust. Jego wstrząśnięty mózg przetworzył komunikat i dopiero za moment Irvin odpowiedział:
   -Tak.- już spokojniej.


   -Stranger! Stranger!- wołała Teru niespokojnie wchodząc do pomieszczenia, które poprzedniego wieczoru wynajęli na noc. Łowca otworzył oczy budząc się powoli. Ledwo się podniósł, dziewczyna podetknęła mu kartkę przed same oczy. Wziął ją w dłoń. Był to list gończy. Na Teru!
   -Co to ma być? Jeśli to żart, to kiepski.- od razu się rozbudził, niestety przez niepokój.
   -Nie. Nie mam pojęcia o co chodzi.- mówiła histerycznie- Po prostu wyszłam rano na dwór, a to wisiało na tablicy któregoś budynku.- Starała się nie podnosić głosu, choć było wyraźne, że panikuje.
   -Nie wiesz, czy ktoś to widział?
   -Chyba jeszcze nie. Było jeszcze ciemno.
Stranger wyjrzał przez okno. Spacerowały dwie osoby na krzyż.
   -Chodźmy stąd.- zdecydował- I to szybko.

***

Możliiiwe, że troche mnie poniosło z pierwszym fragmentem, ale chyba jest wystarczająco wytłumaczone, poza tym- moje i moge zmyślać ile chcę

Offline

 

#17 2017-09-14 00:31:00

 Tusia10

Dovahkiin

Skąd: Katowice
Zarejestrowany: 2011-01-24
Posty: 631
Wiek: 20
Ulubiona Lokacja: Rupture Farms / Slig Barracks
WWW

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Prócz paru literówek ("puki",zjedzone "ł" czy coś) jest spoczi bardzo. Jestem ciekawa co będzie dalej tbh, więc pls, nie pisz za długo

Przy chłodnej recenzji Drpika czuję się jak typowa fangirl Ale znacie mnie, ja chłonę książki jak gąbka i nie wybrzydzam. A styl Puni jest serio dobrej klasy, więc co tu zrobić..

Nie mam nic więcej chyba do dodania, czekam na kolejne rozdziały.

Ostatnio edytowany przez Tusia10 (2017-09-14 00:32:50)


난 항상 자고 싶어. 잘자!

Offline

 

#18 2017-09-16 23:42:40

punia003

http://img.informer.com/icons/png/16/23/23053.png Mudomo

Skąd: Bogatynia
Zarejestrowany: 2014-10-05
Posty: 117
Punktów :   11 
Ulubiona Postać: Abe/Stranger
Wiek: 18
Ulubiona Lokacja: slig barracks/Scrabania

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Tusia, onieśmielasz mnie aż miło. Fangirle, łączmy się

***

Znów ruszyli w drogę.
Teru zostawała w tyle, maszerując ze spuszczoną głową. Chciałaby sobie przypomnieć co się mogło stać. Dlaczego jej szukają? Co mogła takiego zrobić? Nic- całkowita amnezja.
  Łowca obejrzał się za nią. Też się zastanawiał, kto mógłby ją ścigać. Z drugiej strony nie wiedział co robiła w przeszłości. Ale czy to teraz mogło mieć znaczenie? Teraz nie robiła nic złego.
   -Pośpiesz się!- zawołał, bo już za bardzo odstawała.
Doczołgała się do niego. Patrzyła teraz na niego kątem oka. On natomiast przyglądał się listowi gończemu. Dużo za nią oferowali: piętnaście tysięcy- dużo jak za jedną osobę. Ale było jeszcze coś dziwnego. Pod jej zdjęciem ( z bardzo zaciętą miną i bynajmniej nie przyjazną ), znajdował się napis: T. E. R. U.- Co wyglądało raczej na skrót, nie imię. Poza tym, z dopiskiem: projekt, mutant.
   -I co? Chcesz mnie sprzedać?- odezwała się w końcu dziewczyna z nutą przygnębienia i wyrzutu.
I tutaj Stranger miał moralny problem: albo ona, albo steef. Żadna z opcji nie wydawała się zbyt właściwa.
   -Nie.- powiedział po chwili wahania- Jesteś mi jeszcze potrzebna.
Odetchnęła z ulgą. Wiedziała już, że przynajmniej z jego strony nic jej nie grozi.
   -Ale... to co teraz zrobimy?
   -To, co do tych czas.
   -Czyli łapiemy kolejnego świra?
   -Dlaczego: świra?
   -A co? Są normalni? Pewnie mają jakieś kompleksy, że tak do wszystkich strzelają...ale co się dziwić, jak sie ma taką gębę.
Roześmiał się. Teru wzruszyła ramionami i też zaczęła się śmiać.
   -Co? Nie prawda?- spytała przez śmiech.
   -No tak...Jednak nie powinnaś ich tak sielankowo traktować.- wreszcie i jemu udzielił się dobry humor. Szkoda tylko, że w takiej sytuacji. Oboje nie chcieli myśleć o zaistniałej sytuacji. Stranger poczochrał Teru jej gęste włosy.
   -Trzeba tylko teraz bardziej na ciebie uważać. Na taką nagrodę połakomi się pewnie dużo osób.
   -Heh, no tak.
Zastanowiła się chwilę.
   -Mogę cię o coś zapytać?
   -O co chodzi?
   -Po co właściwie ci tyle forsy? Jesteś sam, a i tak mało wydajesz.
Stranger westchnął. Myślał jak jej odpowiedzieć.
   -Cóż... Zbieram na operację.
   -A co ci jest?
   -Powiedzmy, żee... ocali mi to życie.
   -To aż takie poważne?
   -Mhm.- mruknął, opuścił głowę i trochę przyspieszył.
Dziewczyna starała się dotrzymać mu kroku. Znowu zapanowała cisza. Nie lubiła jak było za cicho. Ale... nie chciała już zadręczać łowcy pytaniami. Zresztą pewnie i tak by nie odpowiedział. Zamiast gadać, próbowała się domyślić, co mu dolega. Co okazało się stratą czasu, bo wyglądał nadzwyczaj zdrowo.
  Szli w całkowitej ciszy, a jedynym dźwiękiem, był szum wiatru. Za niedługo można było dojrzeć pojedyncze zabudowania. Zeszli w dół niewielkiej kotliny. Zaczęli się rozglądać, ale nikogo w pobliżu nie było. Ale było cicho. Podejrzanie cicho- jak cisza przed burzą.
  Skręcili w którąś uliczkę i zobaczyli, że trochę dalej, dwóm budynkom paliły się dachy, a wokół nich krążyli bandyci.
  Gdy tylko Stranger ich zauważył, natychmiast pociągnął za sobą Teru między domy i stamtąd przez lornetkę, ostrożnie się wychylając, próbował się zorientować co się właściwie dzieje.
  -Dobra, tu jej nie ma.- usłyszał przez mikrofon lornetki, największego, najgrubszego ze zbirów. Na to wygląda, że był to herszt całej bandy. Stranger bardziej się mu przyjrzał. Rozpoznał go. No jasne- to Caste D. Rider!
  ‘’Cholerna gnida.’’, pomyślał łowca z nienawiścią, ‘’Nie dość, że mnie chętnie by ustrzelił, to jeszcze na dziewczynę się czai. Jakby mu było mało.’’ Zawarczał ze złości.
   -Szkoda czasu! Zbieramy się!- mówił do swoich ziomków Rider. Idąc władczym krokiem, zarzucił sobie na ramię wielki, nabijany kolcami młot.
   -Chwila szefie.- zawołał któryś z jego pachołków- Tam jeszcze ktoś jest!- zawołał, po czym on i dwóch innych wbiegli do pomieszczenia, gdzie ukrywali się mieszkańcy. Mieli niezłą zabawę wykańczając tych biednych clackerów.
   -Ruszać te wasze śmierdzące dupska!- stracił cierpliwość Rider- Jeszcze ktoś inny przechwyci mutanta i pożegnamy piętnaście kawałków!
  Stranger poczuł nagły ból w ranie na ramieniu. Odwrócił się. To Teru ruszyła go we wrażliwe miejsce i stała wyraźnie niezadowolona obok trzech martwych ciał zbirów z gangu Ridera.
   -Co ty robisz?!- zapytał zdezorientowany.
   -Ja? Co Ty robisz?! Drę się na całe gardło, a ty nic!
Zbytnio się przejął tym co działo się daleko.
   -Cóż...Chodźmy dalej.- odpowiedział tylko, maskując swoją winę. Zaczekali chwilę, aż tamci się nieco oddalą. Gdy Stranger ruszył powoli przed siebie, Teru chwilę za nim patrzyła z bezradnie wyciągniętymi dłońmi, a zaraz westchnęła z rezygnacją, pokręciła głową z niesmakiem i poszła w ślad za łowcą.
   -Znasz tego grubego?
   -Ta. Kiedyś miałem nieprzyjemność go spotkać.- odpowiedział Stranger i wyszczerzył zaciśnięte nienawiścią zęby.
Dziewczyna popatrzyła się za siebie, a potem znowu na łowcę.
   -Dlaczego idziemy za nimi?
   -Co...?- zapytał gwałtownie, wyrwany z zamyślenia.
   -Nie powinniśmy iść na razie w przeciwną stronę?...Raczej się zorientują, że kogoś brakuje...mogą wrócić.
Łowca stanął.
   -Mmoże faktycznie.
Zaczęli zawracać.
   -Musiałaś ich zabijać?!- gwałtownie krzyknął oskarżycielsko. Weszli w boczną uliczkę prowadzącą do niewielkiego lasu.
   -Jakbym tego nie zrobiła, oni zabiliby mnie!- odkrzyknęła i ściągnęła brwi. ‘’Co on sobie myśli? To on jest od pilnowania takich spraw.’’
   -Cicho! Idziemy stąd szybciej.
   -Teraz to: idziemy stąd szybciej?!- kontynuowała kłótnię Teru.
Znów przyspieszył ignorując ją. Oboje zaczęli biec truchtem, a Teru wciąż zostawała w tyle i wciąż zła. Lasek powoli przechodził w łąkę i drzewa zaczęły się przerzedzać, a trawa była coraz wyższa i podłoże było słabo widoczne. Jednak Stranger zauważył nagły, dość głęboki spadek i zatrzymał się obok z łobuzerskim uśmiechem. Gdy dziewczyna znalazła się blisko, po chamsku ją zepchnął.
   -Hmpf. Nic się nie nauczyłaś.
   -...Musiałeś...?- warknęła jak już się wygramoliła z dziury.
   -Ach, nie mogłem się powstrzymać.
Żachnęła się, nos skierowała ku górze i dała obraz temu jak jest obrażona.
   -Ej. Nie złość się, dzieciaku.- powiedział łowca do dziewczyny z założonymi rękami i odbiegającą od niego wzrokiem.
   -Nie mów tak na mnie!- nie spodobało jej się to określenie.
Strangera rozbawiły jej nerwy i zaczął się śmiać. Teru , rumiana na twarzy ze złości naparła na niego ramieniem. Łowca zrobił to samo, tylko lekko, na to dziewczyna powtórzyła pchnięcie, już z powstrzymywanym uśmiechem. Jeszcze kilka razy tak się poprzepychali, a po chwili zaczęli się z siebie śmiać. Pomimo niejednego uprzedzenia u obojga, zaczęli się czuć dużo swobodniej w swojej obecności i zachowywali się trochę jak para starych przyjaciół. Teru zaczynała się właściwie tak przy nim czuć, więc nawet nie próbowała uważać na słowa.
   -Ej, a czemu my właściwie uciekliśmy? Nie mógłbyś ich załatwić?
   -Jakbyś nie zauważyła, było ich dużo. Za dużo jak na raz.
   -No tak, ale można by...
   -Nie! Było ich na tyle, że połowa by się na mnie rzuciła, połowa zgarnęła by ciebie. Więc nawet nie mów, że można było coś zrobić. Tak w ogóle, to sama najpierw mówiłaś, żeby na razie do nich nie iść.
   -Cóóóż, często zmieniam zdanie...
   -Ciężko nie zauważyć.
Dała się przekonać. Jednak jakieś dziwne przeczucie nie dawało jej spokoju. Rozglądała się co krótką chwilę, nastawiając uszy.
   -A tobie co znowu?- zaniepokoił się częstym odruchem Stranger.
   -Mam wrażenie, że ktoś za nami idzie.
   -To tylko wrażenie.
   -Może...Ale skoro mówisz, że mogą być aż tak groźni, może przyspieszymy?
   -No niech ci będzie.- zgodził się, acz niechętnie. Jeśli nie miał żadnych konkretnych celów, nie miał zwyczaju się spieszyć. A i tym razem nie widział takiej potrzeby. ‘’Skoro to ma ją uciszyć...’’ myślał, ‘’Chodź z drugiej strony wygląda naprawdę na zdenerwowaną.’’ Obejrzał się na nią z... mogłoby się wydawać troską. Przyłapał się na tym i natychmiast odwrócił się. Zmarszczył czoło i znacznie przyspieszył. ‘’Nie! Co jest ze mną?! Nie mogłem tak zmięknąć przez jakiegoś dzieciaka!’’
   -Hej! Zaczekaj na mnie!- dziewczyna dobiegła do łowcy, gdy ten na nią czekał.
   -Teraz to: zaczekaj na mnie?
   -Ha-ha.- zaśmiała się ironicznie, na co on westchnął, przewrócił oczami i wznowił drogę już nieco wolniej.
Góra, wzdłuż której szli, powoli przechodziła w skalny klif. W oddali znad horyzontu wyłaniało się mozolnie sporej wielkości miasto. Teru szła wgapiona w wielkie budowle, które już z tej odległości prezentowały się okazale, a jej wybałuszone oczy tylko potwierdzały domyślenia łowcy, że jeszcze nigdy nie widziała czegoś takiego. Już mieli iść w jego stronę, gdy nagle oboje gwałtownie stanęli i spojrzeli po sobie. ‘’To oni. Na pewno.’’ Pomyśleli oboje. Odwrócili się i rzeczywiście: większość z gangu Ridera wybiegła właśnie zza zakrętu. ‘’Cholera! Mała jednak miała rację!’’ pomyślał Stranger, odruchowo się cofając i jednocześnie pilnując, czy Teru jest cały czas za nim.
   -Schowaj się!- nakazał dziewczynie
   -Nie ma mowy! Pomogę ci!
   -Nie gadaj głupot! Zabiorą cię i uciekną! Chcesz tego?!
   -No dobrze.- powiedziawszy to, odwróciła się i odbiegła kawałek. Nie było za specjalnie gdzie się ukryć- wszędzie niemalże otwarta przestrzeń, uciekać nie ma gdzie, poza miastem, które i tak było jeszcze za daleko, więc po prostu weszła na najbliższe drzewo.
Stranger stanął do walki. Wiedział, że nie będzie łatwo. Naliczył z dwudziestu przeciwników. Oddychał ciężko, coraz szybciej. ‘’Zwariowałem! Nigdy nie ryzykowałem dla kogoś życiem! NIGDY!’’. Ale zaraz pomyślał o tym, że chcą ją zabrać. Napawało go to złością. Pozwolił jej się wyzwolić. I wtedy zaatakował. Załadował boombata i bolamita i strzelał jak popadnie, powodując eksplozje i zadając ciężkie obrażenia wrogom. Już nie dbał o to, że ich zabija, a wręcz przeciwnie- przynosiło mu to ulgę i dawało radość.
Oczywiście niemożliwym jest, by uniknął wszystkich strzałów i kilkoma porządnie zarobił.
  Wrzeszcząca chorda oprychów cały czas napierała, zmuszając tym samym Strangera, by się cofał. Co prawda zlikwidował już z dziesięciu (raczej nie mógł się dokładnie doliczyć), lecz otrzymane obrażenia sprawiły, że nie poruszał się tak szybko i nie był w stanie zbyt długo się bronić. Na domiar złego amunicja się kończyła i musiał użyć czegoś słabszego. Łowca załadował osy i zappmuchę, co już tak sprawnie nie wykańczało bandytów. Poza tym oni cały czas strzelali. Stranger wykończył tylko trzech i już on sam był wykończony, a złoczyńcy powoli acz skutecznie zapędzali go pod ścianę.
  Łowca był aż najeżony od pocisków. Wszystko go piekielnie bolało, z trudnością oddychał. ‘’Nie zginę. Nie mogę...’’ myślał desperacko, lecz widział, że to nie prawda. ‘’Gdybym chociaż miał chwilę...’’
  Właśnie się zorientował, że od jakiegoś czasu nikt nie strzelał. Bandyci stali wokół niego i się śmiali (jakby zupełnie nie przejmowali się ubytkami w drużynie). Pewnie musiał wyglądać żałośnie.
   -He he heee. Oto wielki, zły łowca nagród.- zadrwił jeden ze zbirów.
   -Wyyykończmy go, chłopaki!
Po tych słowach wszyscy zaczęli się powoli zbliżać. Największy doszedł pierwszy i już brał szeroki zamach- powoli, by wyglądać efektywniej. ‘’Nie sądziłem, że zginę w tak żałosny sposób.’’ Łowca zacisnął oczy, gdyż nie miał ochoty oglądać swojego beznadziejnego końca. A szkoda, bo jednak gdyby wcześniej otworzył oczy, zobaczyłby, że wybawienie przynosi mu w samą porę przebijająca brzuch zbira pazurzasta ręka Teru, która powtórzyła czynność jeszcze dwa razy, nim reszta oprawców zorientowała się co właśnie się stało.
Pozostałych nie kryło zaskoczenia i chwilę stali zdezorientowani. Taka chwila wystarczyła Strangerowi. Otrzepał się z pocisków i z impetem doskoczył do dwóch złoczyńców. Parę sekund zajęło mu rozprawienie się z nimi, a następnie poszedł szybko pomóc dziewczynie. Oprawcom ciężko było odpalić i dobrze wycelować z tak bliskiej odległości zanim któryś nie oberwał. Współpraca we dwoje w tej sytuacji okazała się dobrym wyjściem. Stranger i Teru na zmianę osłaniali swoje tyły i w miarę prędko poszło. Łowca zauważył, że gdy ona już się wkręci w walkę, zachowuje się jak stworzona maszyna do zabijania. Jak to możliwe dla kogoś w takim wieku?
Już po wszystkim. Przez chwilę trwała cisza.
  -Yy, nic nie słyszę!- przerwała ją Teru.
  -Co?- nie zrozumiał o co jej chodzi Stranger.
  -Uratowałam ci życie.
  -Co z tego? Nie posłuchałaś się.
  -Nadal nic nie słyszę.
Łowca westchnął i się uśmiechnął... lekko.
  -Dzięki.
  -W porządku.- odwzajemniła uśmiech Teru. Jednak zaraz zszedł jej z twarzy i wskazała w stronę skąd przyszli bandyci. Stali tam jeszcze dwaj- jeden z działem rakietowym.
  -Ty już zostań!- rozkazał łowca dziewczynie, która usłuchała, a on zaczął biec im naprzeciw. Ten z działem wystrzelił już rakietę, której Stranger uniknął, jednocześnie wystrzelił w drugiego bandytę unieszkodliwiając go impulsem elektrycznym zappmuchy. Kiedy dobiegł do pierwszego, z braku amunicji, zatłukł go gołymi rękoma. Zgarnął obu. Skierował się już w stronę Teru, ale tego się nie spodziewał: ledwo stojąca, trzymała się za rzęsiście krwawiącą ranę w brzuchu, zadaną tą jedyną, przeklętą rakietą. Zszokowany łowca czym prędzej do niej dobiegł, łapiąc osuwającą się na ziemię dziewczynę. Nie do wiary, ale wpadł w panikę. Traciła powoli świadomość, a jedyne, co jeszcze słyszała to głos łowcy:
  -Mała, co ty! Nie poddawaj się! Trzymaj się!...Trzymaj się...

***

Aaach, dosyć ciężki kawałek, który w pewnym momencie zrobił się trochę lajtowy, ale mam nadzieję, że w miarę wyszedł

Offline

 

#19 2017-10-05 18:18:36

 Drippick

Generał

49395019
Zarejestrowany: 2010-11-08
Posty: 983
Punktów :   10 
Ulubiona Postać: Gen.Dripik
Wiek: 11
Ulubiona Komenda: Follow Me
Ulubiona Lokacja: Mój dom
WWW

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Solidny, dłuższy kawałek, ale...
Urwałaś w takim momencie, że popieram Tusię krzyczącą na czacie. Dewej fanfik.

Offline

 

#20 2017-10-05 21:48:43

punia003

http://img.informer.com/icons/png/16/23/23053.png Mudomo

Skąd: Bogatynia
Zarejestrowany: 2014-10-05
Posty: 117
Punktów :   11 
Ulubiona Postać: Abe/Stranger
Wiek: 18
Ulubiona Lokacja: slig barracks/Scrabania

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Wybaczcie, miałam małe problemy techniczne (już prawie zażegnane). Na razie wykrzeszę z siebie taki krótki kawałek, i co, następny za tydzień, nie ?

***

   Długo to trwało. Stranger nerwowo chodził w tą i z powrotem lub na chwilę przysiadał tupiąc z niecierpliwością.
  Teru wreszcie się ocknęła...na łóżku operacyjnym. Łowca szybko do niej doskoczył.
  -Nareszcie. Myślałem, że już po tobie.- mówił starannie ukrywając emocje.
  -Co się stało?- zapytała półprzytomna.
  - Zszywali ci brzuch.
  -Co?!
  -Nie pamiętasz? Trafili cię przecież.
  -...No tak.- westchnęła przypominając sobie co się wydarzyło.- Czemu nie dają nam spokojuuu?- zawyła cicho. Stranger sapnął.
  -Nie nam. Tobie.
Poruszyła się niespokojnie.
  -Czemu? Skąd wiesz?
  -Zwróciłaś uwagę na znak z pozytywki?
  -W sumie nie. A co z nim?
  -Kojarzysz laboratoria Vykkerów?- Teru patrzała się pytająco, więc się domyślił, że nie, toteż zaczął tłumaczyć -Vykkersi to naukowcy, którzy mają siedzibę gdzieś na wschodzie. Ten znak z pozytywki to ich logo.
  -Skąd wiesz?
  -Widziałem już go kiedyś, tylko nie mogłem sobie przypomnieć gdzie.
  -Mmm. Dobra, ale co to ma do rzeczy? Twierdzisz, że ją ukradłam?
  -Tego nie mówię, ale cholera cię wie. W każdym razie, słyszałem, że Vykkersi lubią eksperymentować i tworzą zupełnie nowe gatunki. Jednym z nich możesz być ty.
  -J...ja?- Teru usiadła na brzegu łóżka -Ja cie... Nie wiem co o tym myśleć.- próbowała ogarnąć nową informację. Stranger stał tuż obok zamyślony i swoim zwyczajem z założonymi rękoma.
  -Hej, zaraz!- dziewczyna nagle wyrwała go z zadumy, aż się lekko wzdrygnął- Ta operacja nie była za darmo, co nie?
  -Nnnno nie.- wymruczał łowca, uciekając wzrokiem.
Teru pociągnęła nosem prawie płacząc. ''Mimo, że jestem tylko czymś wychodowanym w probówce, on wydał na mnie swoją kasę.'' Próbowała się nie rozkleić, ale nie wytrzymała. Potrzebowała z kimś dobrego kontaktu, pocieszenia. Objęła mocno łowcę.
  -P...przestań! ...Co robisz?- zszokowany, cofnął się odruchowo.
  -Chyba...pierwszy raz...ktoś zrobił bezinteresownie dla mnie coś dobrego.
  -Ech- stęknął Stranger przewracając oczami.- To jeszcze nie powód do płaczu...Ej, starczy już!- rozluźniła uścisk.
  -Dziękuję.- uśmiechała się przez łzy, które jak najszybciej ścierała wierzchem dłoni.
  -Dobra, to nic takiego.
  -Jak to nic? Uratowałeś mi życie...Znowu.
  -Mówię ci PRZESTAŃ.
Teru ucichła. Ale i tak była mu wdzięczna. Żadne z nich nie było przyzwyczajone do czułości, ale coś ją pchnęło żeby to zrobić.
  -Zero powagi...- mamrotał Stranger zwracając się ku wyjściu. Wtedy akurat wszedł doktor (nie Vykker).
  -Hej, połóż się jeszcze. Nie możesz się przesilać.
  -Nic jej nie będzie.- zaprotestował łowca i oboje wyszli.



   Od paru sekund rozlegał się dzwonek telefonu.
  -Humphry, odbierz!- zawołał Irvin naprawiając jakąś maszynę.
''Już całkiem zaczął się rządzić...'' myślał Humphry.
  -Halo?...Oo, witam panie Sekto.- Irvin usłyszał i przerwał pracę i z niepokojem wpatrywał się we wspólnika, gdy ten kontynuował rozmowę- Tak, mutant już prawie gotowy...Niestety jeszcze nie...Rozumiemy, ale to skomplikowany proces! Damy znać, kiedy będzie gotów. Żegnam.- odłożył słuchawkę i zaklął cicho- Musimy ją znaleźć zanim on się dowie.- zwrócił się do potakującego Irvina.

***

I tak oto, zbliżamy się do punktu kulminacyjnego..., z którym mam mały problem, bo wciąż nasuwają się jakieś alternatywy i teraz wybrać tą najbardziej zadowalającą, eh. Może moge liczyć na jakieś sugestje, np. od Drippicka (doświadczonego krytyka)? W każdym razie będę się starać wrzucić coś jak najszybciej, skoro już się ktoś upomina xd.

Offline

 

#21 2017-10-14 00:35:13

 Tusia10

Dovahkiin

Skąd: Katowice
Zarejestrowany: 2011-01-24
Posty: 631
Wiek: 20
Ulubiona Lokacja: Rupture Farms / Slig Barracks
WWW

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

''Mimo, że jestem tylko czymś wychodowanym w probówce, on wydał na mnie swoją kasę.''

Punia.


....


umarłam.



Coraz lepiej Ci idzie, nie przestawaj. Wybacz mały zastój w czytaniu, ale studia + w końcu kupiłam Divinity i nie mam na nic czasu. Pisz mi pw jak będziesz nowe wrzucać, to będę wchodzić A jeśli chodzi ci o sugestie odnośnie fabuły (jeśli dobrze zrozumiałam, że o to Ci chodzi) to nie wiem czy powinniśmy takie rzucać, ale może to tylko moje zdanie. Ten FF to całkowicie Twój produkt i taki powinien zostać. To Twoja fabuła i Ty tylko wiesz, gdzie z tym od początku zmierzałaś - także nie sugeruj się nami. Jak widzisz, chłoniemy wszystko tak czy tak (czasem z opóźnieniem), zaśmiecając chatboxa i twoje pw prośbami o kontynuację

lofki,
Twoja oddana fangirl


난 항상 자고 싶어. 잘자!

Offline

 

#22 2017-10-26 23:47:16

punia003

http://img.informer.com/icons/png/16/23/23053.png Mudomo

Skąd: Bogatynia
Zarejestrowany: 2014-10-05
Posty: 117
Punktów :   11 
Ulubiona Postać: Abe/Stranger
Wiek: 18
Ulubiona Lokacja: slig barracks/Scrabania

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Dzięki Tusia i rozumiem cię, właśnie sama nie mam zbyt dużo czasu, a jeszcze niezwykle utrudniony dostęp do internetu, więc cud, że w ogóle udało mi się wejść. Także jeśli jeszcze nic nowego nie ma, to nie z mojej winy.  Co do tych sugestii- jak pobieżnie próbowałam ci się tłumaczyć xd, wydaje mi się, że w każdej literaturze ten pisarz powinien raczej robić coś pod ludzi, żeby chciałoby im się w ogóle czytać te wypociny.
''Wiesz, gdzie z tym od początku zmierzałaś''- proszę Cię, nie wiesz ile razy coś zmieniałam, bo jakaś spontaniczna myśl mi przyszła do głowy. Co jednak nie znaczy, że nie ma chociaż luźno zakreślonej tej fabuły. Niedawno miałam pomysł na całkowicie inny początek, który mógłby się okazać ciekawszy...eh. 
Za tą nieplanowaną przerwę przepraszam, ja się zawsze staram starać

Offline

 

#23 2018-04-22 23:10:11

punia003

http://img.informer.com/icons/png/16/23/23053.png Mudomo

Skąd: Bogatynia
Zarejestrowany: 2014-10-05
Posty: 117
Punktów :   11 
Ulubiona Postać: Abe/Stranger
Wiek: 18
Ulubiona Lokacja: slig barracks/Scrabania

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Po tylu miesiącach, wreszcie ciąg dalszy. Jeśli ktoś czekał to się cieszę, nawet jeśli jedna osoba. No cóż, Tusia wspominała, że jej się podoba

***

   Tuż przy wyjściu w przedsionku, Stranger podał dziewczynie płaszcz z kapturem, który kupił w międzyczasie.
-Masz. Zakryj się chociaż trochę.
Bez protestu się ubrała. ''Hm. Zapobiegliwie''.
Stranger i Teru szli przez tłumne miasto, gdzie praktycznie nikt nie zwracał uwagi na nikogo. W pewnym momencie, ktoś tak się spieszył, że miał gdzieś, iż właśnie niby lekko, ale skutecznie pchnął bardzo osłabioną i z utraty krwi i naszprycowaniem wcześniej do zabiegu medykamentami Teru, która upadła i rozciągnęła się jak długa na drodze. Łowca widząc to, coraz brutalniej się przepychał, żeby do niej dojść i pomóc się podnieść. Wziął ją na plecy i czym prędzej skierował się na obrzeża miasta, gdzie było dużo spokojniej. Dotarli wreszcie do najdalej wysuniętych od centrum budynków, ale i tak żeby mieć całkowitą chwilę wytchnienia, weszli na jeden z płaskich dachów. Tam nikomu innemu nie chciało się wspinać.
  -Dzięki. Prawie mnie zdeptali.- odezwała się Teru.
  -Mhm.- mruknął Stranger. Usiadł rozkraczając nogi, zdjął kapelusz i podparł się łokciami o kolana.- Co to było? Często masz takie ataki histerii?- spytał, wciąż myśląc o tym, co się stało w gabinecie lekarskim.
  -W sumie nigdy tak raczej nie miałam…To było głupie,…ale tak samo z siebie.- zaczęła się tłumaczyć.
  -Nie…
  -Hm?
  -Nie całkiem głupie…
Wpatrywała się w niego niemało zaskoczona tą odpowiedzią. On natomiast patrzył na miasto w dole zamyślony. Lekki wiatr powiewał jego włosami, wyglądał tak spokojnie.
  -Powiedz mi…- zaczął niepewnie- Czy ty mnie lubisz?
Teru aż zakrztusiła się własną śliną. Tego by się nikt nie spodziewał. Skierował na nią wzrok. Sama nie była pewna, chociaż jak o tym pomyślała, to by się jej raczej smutno zrobiło, gdyby jemu coś się stało, więc…
  -…Chyyyba tak. –wydawało jej się przez chwilę, że jego zielone oczy się zaszkliły, a usta delikatnie uniosły w przyjaznym uśmiechu.
  -ALE NIC WIĘCEJ!- zerwała się nagle na równe nogi, a on zaśmiał się na to uprzedzenie.
  -Heh, no jasne.- potwierdził.
Rozluźniła się. ‘’To była dziwna rozmowa jak na niego.’’ Emocje nieco opadły. Nagle zakręciło jej się w głowie i się zachwiała.
  -Ej, spokojnie. Powinnaś nabrać sił po tym zabiegu.
  -Troooche.
  -Zejdziemy i coś zjemy, a potem się położysz, bo jeszcze padniesz z wyczerpania.
  -W knajpie?
  -No. Czasem można sobie pozwolić, racja?
Uśmiechnęła się promieniście ‘’To jedna z najlepszych wieści dzisiaj.’’ Zaczęli więc zmierzać do jakiegoś baru z jedzeniem.
  -Hej, aaa, nie będzie ci szkoda pieniędzy? W końcu tak się starasz…
  -Daj spokój. Na twoim miejscu korzystałbym, puki mam dobry humor.
  -Hmpf. Skoro tak.- zamierzała skorzystać i przekroczyli próg jadłodajni, gdzie nareszcie zjedli satysfakcjonujący posiłek. Żadne z nich wcześniej nie jadło w takim miejscu, toteż od razu humory im się poprawiły. Niestety jednak nie dało się uniknąć ciekawskich spojrzeń, choć trudno się dziwić, że oczy większości wędrowały w stronę wielkiego łowcy i mniejszej zakapturzonej postaci.
Kiedy już skończyli, Teru kategorycznie odmówiła przenocowania w hotelu i wykłóciła się o to, że noc chciałaby spędzić pod gołym niebem, bo skoro wcześniej spędzili noc w lesie, to teraz też można. No i nie chciała go naciągać finansowo, ponieważ jak wspomniał: zbiera na poważną operację. Można ująć, że chciała nieco zadośćuczynić za to co wydał na nią. Poza tym, nagle zrobił się okropnie opiekuńczy- nawet jeśli trochę, dla niej było już bardzo. O co chodzi?
Westchnął głęboko, ale się zgodził. Znów wziął Teru na plecy i dla bezpieczeństwa, skierowali się na drugi koniec miasta, gdzie znaleźli jakieś ustronne miejsce, nierzucające się w oczy po czym przygotowali się do spoczynku.
  -Hej, Stranger!- zawołała nagle Teru.
  -Hm?
  -Co sądzisz o moich umiejętnościach?
  -O co ci znowu chodzi?
  -No...nie trzeba mi jakichś ćwiczeń?
  -Nie sądzę.
  -Ale mówiłeś...
  -Cicho! Z tego co po tobie zaobserwowałem to masz już wystarczające umiejętności, musisz tylko je sobie przypomnieć. Więc w krytycznej sytuacji sobie poradzisz.
  -A...
  -Nie! W tym ci nie pomogę, bo nawet nie wiem jak. Radź sobie z tym sama.
Chwila milczenia.
  -Jesteś okropny.- mruknęła w końcu Teru.
  -Co?!


***

Niedużo, ale zawsze coś

Offline

 

#24 2018-04-27 12:09:16

 Tusia10

Dovahkiin

Skąd: Katowice
Zarejestrowany: 2011-01-24
Posty: 631
Wiek: 20
Ulubiona Lokacja: Rupture Farms / Slig Barracks
WWW

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Cieszę się, że wróciłaś

"W pewnym momencie, ktoś tak się spieszył, że miał gdzieś, iż właśnie niby lekko, ale skutecznie pchnął bardzo osłabioną i z utraty krwi i naszprycowaniem wcześniej do zabiegu medykamentami Teru, która upadła i rozciągnęła się jak długa na drodze."

Tylko gramatyka tego zdania trochę razi. Prócz tego supcio


난 항상 자고 싶어. 잘자!

Offline

 

#25 2018-05-03 21:32:16

punia003

http://img.informer.com/icons/png/16/23/23053.png Mudomo

Skąd: Bogatynia
Zarejestrowany: 2014-10-05
Posty: 117
Punktów :   11 
Ulubiona Postać: Abe/Stranger
Wiek: 18
Ulubiona Lokacja: slig barracks/Scrabania

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Dziękuję
A to zdanie, cóż- wielokrotnie złożone

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
usunieciezebamadrosci.dolanskadent.pl