#1 2017-08-31 20:02:37

punia003

http://img.informer.com/icons/png/16/23/23053.png Mudomo

Skąd: Bogatynia
Zarejestrowany: 2014-10-05
Posty: 112
Punktów :   11 
Ulubiona Postać: Abe/Stranger
Wiek: 18
Ulubiona Lokacja: slig barracks/Scrabania

po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Stranger szedł wzdłuż doliny wyrzeźbionej niegdyś przez powoli wysychającą już rzekę. Przed nim słońce chyliło się ku zachodowi, a powietrze robiło się orzeźwiająco chłodne. Lekki wiatr smagał jego twarz, a on nabrał głęboko powietrza. Taaaak, najprzyjemniejsza rzecz po ciężkim dniu.
  Miał zamiar już powoli wracać, w końcu odpocząć też trzeba. Ale zatrzymał się nagle i odwrócił w kierunku, gdzie coś usłyszał. Kilka głosów, coraz głośniejszych. Poszedł tam. Mała grupka bandytów zebranych wokół czegoś... albo kogoś. Kopali i śmiali się sadystycznie, aż w końcu go zauważyli, podchodzącego coraz szybciej. Zaczęli się zbierać w panice. Widocznie już go kiedyś spotkali. Uciekając przekrzykiwali się jeden przez drugiego:
  -Łaaaaa! To ten łowca!
  -Ruszaj dupę!
  -Spadajmy stąd!
   Nie chciało mu się już ich gonić, miał dość na dziś. Za to jego uwagę przykuł obiekt ich zainteresowania. Na ziemi leżała dziwnie wyglądająca, nieprzytomna dziewczyna, cała okaleczona. Przyjrzał się bliżej. Nie za wysoka, bujne mocno brązowe włosy uparcie zasłaniające oczy, kremowa skóra, nogi podobne w budowie do kangura, długie uszy i długi, trochę gadzi ogon, zdecydowanie wyglądała na młodą. Podszedł jeszcze bliżej, sięgnął ostrożnie ręką i złapał ją za ramię unosząc delikatnie jej bezwładne ciało. Nie kojarzył nikogo o takim wyglądzie. Trudno, trzeba pomóc. Przecież jej tak nie zostawi, żeby się wykrwawiła. Obok leżał niewielki worek, zdaje się jej. Zastanowił się przez chwilę co tu robi takie stworzenie. Spojrzał w górę na klif. Kawałek krawędzi był odłamany, musiała więc spaść... Cóż, nie będzie już dociekał. Wziął worek za pas, dziewczynę uniósł ostrożnie i zawrócił niosąc ją na rękach.
   Gdy wrócił do swojej chaty, opatrzył najgłębsze rany dziewczyny tamując krwotok. Czekając aż wstanie, myślał jak nawiązać rozmowę. Szczerze mówiąc w ogóle nie miał ochoty na kontakty z kimkolwiek, więc nawet się cieszył, że na razie ma spokój.
   Tej nocy spał na krześle. Nieznajoma wciąż spała bez zmysłów. ''To dobrze. Daje mi to trochę czasu'', ziewnął ''No...trzeba odpocząć''. Nazajutrz wyszedł na większość dnia. Wrócił dopiero pod wieczór.


***

Tyle na początek. Zapraszam do czytania, komentowania, wytykania błędów. Miłego czytania, mam nadzieję.

Offline

 

#2 2017-09-01 13:16:02

punia003

http://img.informer.com/icons/png/16/23/23053.png Mudomo

Skąd: Bogatynia
Zarejestrowany: 2014-10-05
Posty: 112
Punktów :   11 
Ulubiona Postać: Abe/Stranger
Wiek: 18
Ulubiona Lokacja: slig barracks/Scrabania

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Trochę bardziej konkretny kawałek




Nieznajoma obudziła się z pulsującym bólem głowy. Jak już trochę oprzytomniała, zorientowała się, że leży w obcym łóżku, w nieznanym sobie miejscu. Wstała ciężko i powoli, czując piekący ból na prawie całym ciele. Spojrzała na siebie ze zdumieniem, odkrywając, że ma opatrunki przesiąknięte krwią. ‘’Skąd się wzięły? Czemu jestem cała w ranach?''
    Na stole tuż obok leżał jej worek. Zajrzała. Oczywiście pieniędzy już tam nie było. Przy jej worku leżał też jakiś upieczony, mały ptak. Uświadamiając sobie nagle jak bardzo jest głodna, bez namysłu zabrała się do jedzenia. Głośno ciamkając zaczęła się rozglądać. Znajdowała się w jakiejś niewielkiej drewnianej chacie. W przeciwległym kącie pomieszczenia dostrzegła pieniądze. I to nie mało. Chciała podejść, ale każdy ruch sprawiał jej ból, zwłaszcza w okolicach żeber, jakby centralnie na nie spadła. Przemogła się i wstała, po czym chwiejnym krokiem, z ostatnimi kośćmi w ręku, które zaraz bezceremonialnie rzuciła na stół, podeszła i wzięła jeden plik. Zważyła go w ręku i wsunęła do kieszeni spodni. ''Nikt nie zauważy'' pomyślała.
   Zbliżyła się do okna przy drzwiach frontowych i przyciskając twarz do szyby rozejrzała się. Zbliżał się wieczór, ale było jeszcze dość jasno. ''Ciekawe ile byłam nieprzytomna?...I dlaczego właściwie...?'' Trochę dalej dostrzegła jakąś postać. Przyjrzała się mrużąc oczy i doszła do wniosku, że najpewniej był to łowca nagród. Odskoczyła od szyby jak oparzona. ''Złapali mnie!...to czemu mnie nie związał...? Chyba on mi pomógł...Ale i tak mam wstręt do łowców''. Wróciła do okna. Łowca stał odwrócony plecami i coś obserwował. Zauważyła, że się odwraca, więc szybko się schyliła. Za moment usłyszała jego kroki na werandzie. W tym momencie panika wzięła górę i nie zwracając uwagi na wciąż bolące rany, szybko i bezgłośnie czmychnęła z powrotem do łóżka, udając wciąż nieprzytomną. Odwróciła się do ściany, chcąc ukryć strach malujący się na jej twarzy.
    Jej uszu doszedł dźwięk trzaskających drzwi o ścianę. Skuliła się pod kocem z narastającym niepokojem, pozostałym po niedawnych zdarzeniach. Już z daleka widać było, że jest od niej większy i masywniejszy. Łowca stanął tuż przy niej. Serce jej waliło jak młotem. Zacisnęła oczy.
-Mam nadzieję, że po jedzeniu czujesz się lepiej.- usłyszała jego spokojny głęboki głos, aż trochę straszny. Otworzyła szeroko oczy z przerażenia, przypominając sobie zostawione na stole kości. ''Ups''.
-No dalej.
Domyśliła się, że chciał aby wstała, więc zaczęła powoli i ociężale się podnosić, udając, że wciąż wszystko nieznośnie boli. Przybrała jak najbardziej żałosny wyraz twarzy na jaki było ją stać. Spojrzała na stojącego naprzeciw niej mężczyznę i natychmiast mina jej zrzedła. Wyglądał rzeczywiście groźnie.
-Kim jesteś?- spytała odruchowo.
- Twój dobrodziej.- odpowiedział łowca beznamiętnie.
-Jasne. A dokładniej?- ponownie spytała, bardziej ordynarnie.
-Więcej nie powinno cię obchodzić, dziewczynko.- powiedział lekko rozdrażniony. Nim zdążyła się odciąć, znów się odezwał -Jak się nazywasz?
Dziewczyna chwilę milczała, uświadamiając sobie, że nie pamięta. Wysiliła się szukając w pamięci chociaż imienia.
-Teru- przypomniała sobie.
-Dziwne.
-Cóż...Ja nie wybierałam.- oświadczyła zuchwale.
-Zawsze jesteś taka pyskata?- spytał.
Tu się trochę zastanowiła, bo takie zachowanie wydało jej się normalne i odzywała się tak już odruchowo. Łowca wciąż się w nią wpatrywał wyczekująco. Irytował ją jego spokój.
-Może. Może nawet to polubię.- mimo iż chciała być nieuprzejma, trochę przerażała ją własna śmiałość, bo gdyby łowca w końcu się zdenerwował, nie miałaby się jak bronić w obecnym stanie. Ale nie zamierzała zmieniać tonu. Cóż, była typowym impertynentem.
   Spoglądała na mężczyznę buntowniczo. Po chwili mierzenia się wzrokiem ruszył w kierunku drzwi, a otwierając je powiedział:
-Chyba już pora się żegnać.
Teru patrzała za nim zdziwiona
-Jak to? Idziesz gdzieś?
-Nie. TY wychodzisz.
Niczego nie oczekiwała, ale słysząc to poczuła smutek. Zwiesiła głowę i posłusznie ruszyła ku drzwiom.
-Dziękuję...za wszystko.- rzuciła jeszcze wychodząc, bo przypomniała sobie, że tak wypada powiedzieć, a w sumie miała za co, bo pewnie gdyby nie on, leżałaby w jakimś rowie i powoli umierała z utraty krwi.
-Chwila.- zawołał nagle łowca. Teru odwróciła się z nadzieją.
-Moje pieniądze.- przypomniał spokojnie.
Nie zostało jej nic, tylko oddać. Przecież nie będzie z nim zaczynać.
   Po chwili wróciła.
-Co znowu?- rzucił niechętnie łowca.
-Mój worek.- Przypomniała Teru.



   Robiło się coraz ciemniej, a mimo iż roślinny krajobraz nie był zbyt bogaty ciężko było dostrzec cokolwiek. Teru rozejrzała się niepewnie. Odeszła od chaty łowcy już spory kawałek. Westchnęła głęboko i ściągnęła brwi. ''I co on chce? Nie mógł mnie już dać do więzienia? Przynajmniej miałabym gdzie spać, nikt by mi nic nie zrobił...O co mu chodzi?!...'' myślała w złości. Po chwili się uspokoiła. ''Ma rację, że mnie wyrzucił'' przyznała ''Po co w ogóle się odzywałam?! Głupi, głupi łeb!''. Znów się rozejrzała. ''Ale gdzie ja właściwie pójdę? Kompletnie nic nie pamiętam odkąd straciłam przytomność.''
  Usiadła więc na łagodnym pagórku opierając się o drzewo, nie mając pomysłu co teraz ma zrobić. Zajrzała więc do swojego ściąganego worka. W zasadzie nic ciekawego: jakiś tępy nóż, jakiś mały kawałek koca, jakieś stare jedzenie i parę innych, zupełnie nieprzydatnych w tej chwili drobiazgów. ''Po co mi te śmieci?''. Za to była przekonana, że miała jakieś pieniądze, po których oczywiście nie było już śladu. ‘’Na pewno jakieś miałam. Pamiętam. Zawinęłam komuś. Heh, takie rzeczy się pamięta''. Powróciła myślami do łowcy. ''Nieeee. To nie on mi je zabrał...raczej...Ale może wie kto?''
  W zamyśleniu sięgnęła do kieszeni i poczuła swój jedyny banknot ''Haha, nawet nie zauważył...Szkoda tylko, że nic za to nie kupię!''.
  Ale poza pieniądzem głębiej wyczuła coś metalowego. Wyciągnęła. Zadyndała przed oczami łańcuszkiem z pozytywką z wybitym znakiem, którym się nie przejęła. Nakręciła ją. Wydobyła się z niej ładna usypiająco-hipnotyczna melodia. Dziewczyna poczuła wszechogarniający ją spokój. Jednak nie mogła sobie przypomnieć skąd instrument wziął się u niej.
Nagle zaczęło padać. ''Świetnie''.


Łowca przeliczał pliki banknotów z ostatniego zlecenia. ''Cholera. Kiepsko dzisiaj poszło.''
Na dworze lał deszcz. Oparł głowę na dłoni i znudzony przeliczył ot tak plik, który próbowała ukraść Teru. Zauważył, że jednego papierka brakuje. Uśmiechnął się posępnie i rzucił okiem w stronę drzwi. Otworzył je szeroko i wciąż patrząc przed siebie powiedział:
-Możesz wejść.
Teru, która dotychczas siedziała skulona na werandzie, chroniąc się przed deszczem, wcisnęła się między łowcę, a otwarte drzwi.

Offline

 

#3 2017-09-01 22:19:11

 Tusia10

Dovahkiin

Skąd: Wodzisław Śląski
Zarejestrowany: 2011-01-24
Posty: 629
Wiek: 20
Ulubiona Lokacja: Rupture Farms / Slig Barracks
WWW

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

jaaa, fajneeeee. dowal tylko opisów więcej, bo postaci i otoczenie są jak na razie trochę niewyraźnie (chyba, że taki był zamiar, to oke), ale prócz tego to git git. Jakbym nie wchodziła dłużej na forum, to wiesz, gdzie wysyłać, bo zawsze chętnie poczytam <3


"I'm a bad girl, bad inside.                                                                                                     
My hair is kindling; my flesh tallow; my bones dry twigs.
One day I'll burn i fires of Hell. As sure as eggs rot, that's the truth.
So there ain't no use denying it.
My name is Alice." ~ "Alice" J. Delaney

Offline

 

#4 2017-09-02 16:42:33

punia003

http://img.informer.com/icons/png/16/23/23053.png Mudomo

Skąd: Bogatynia
Zarejestrowany: 2014-10-05
Posty: 112
Punktów :   11 
Ulubiona Postać: Abe/Stranger
Wiek: 18
Ulubiona Lokacja: slig barracks/Scrabania

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Nie wiesz jak się cieszę, że się komuś podoba. Kolejna motywacja. Co do opisów, może masz rację, ale to pewnie przez to, że się naczytałam czegoś w podobnym stylu, jednak taki nawyk. Opowiadanie przynajmniej przez najbliższy czas będę się starać wrzucać jak nie codziennie to co kilka dni, więc filuj

***

  Przez chwilę trwała niezręczna cisza. Łowca z założonymi rękoma wpatrywał się w okno. Teru stała bezradnie, nie wiedząc co zrobić w takiej sytuacji. Mężczyzna nagle powiedział zrezygnowany:
-Już się nie odczepisz, co?
Teru ni stąd ni z owąd wrócił dobry humor.
-Nie.- potwierdziła. Zrobiła krok w jego stronę. Wahała się przez chwilę.
-Mogę zostać?
Na to łowca odwrócił się w jej stronę. Wyglądał na zdziwionego.
-Po co?- spytał.
Dziewczyna trochę się spłoszyła, bo nie miała właściwie żadnych przekonujących argumentów.
-No bo... nnnie mam dokąd iść. A znam tylko ciebie.
-Znasz mnie? Ciekawe skąd.- powiedział złośliwie.
-Oj no... wiesz o co mi chodzi. Proszę. Mogę ci pomagać.- Teru nie ustępowała.
-Ty? Nie nadajesz się do niczego.
-Może jednak?- łypnęła okiem na jego torbę, z której wypełzł pająk- Mogę ci polować na amunicję.-  przy ostatnim słowie powstrzymywała śmiech.
-To szczyt twoich możliwości?- spytał pogardliwie
-Umiem też walczyć.- na to łowca cicho się zaśmiał.
-Nie śmiej się! Jestem silniejsza niż wyglądam!- złościła się. Chociaż pomyślała, że faktycznie w stosunku do niego wygląda dość żałośnie. W końcu nie sięgała mu nawet do ramion. ‘’Ale to nie moja wina. To on jest zbyt wielki’’.
-Cóż... zobaczymy rano. Skoro tak bardzo ci zależy, to czeka cię mały test.
-Test?
-Zanim zdecyduję, muszę wiedzieć czy dasz radę mi poomóc.
Teru uśmiechnęła się z ulgą. Może nie pamiętała za dobrze, ale miała przeczucie, że komuś się kiedyś naraziła, więc wolała mieć pod ręką kogoś silnego. ‘’I o to chodziło. Luksus to to nie jest, ale przynajmniej z łowcą będzie bezpieczniej... jakimkolwiek dupkiem by się okazał’’.
-Toooo jak mam się do ciebie zwracać?
-Mów mi Stranger.
-Stranger?
-Coś nie pasuje?
-Nic nie mówię.-uśmiechnęła się złośliwo-niewinnie.
   Stranger położył się jak gdyby nigdy nic. Teru też chciała.
-A ja gdzie mam spać?- Spytała więc.
-Jest tylko jedno łóżko.- rzucił łowca po swojemu, nawet nie otwierając oczu.
‘’No nie...’’


   Następnego dnia Teru była jeszcze bardziej obolała, ale rany zaczęły się już goić, więc opatrunki zdjęła. Wyszła na zewnątrz.
-Jak tam noc?- zapytał Stranger pilnując upolowane zwierzę obracające się na prowizorycznym rożnie.
-Znakomicie. Podłoga była bardzo wygodna- odpowiedziała ironicznie.
Zwróciła uwagę na pieczeń, którą teraz Teru rozpoznała jako młodego scraba.
-Co to?!- zapytała.
-Śniadanie.- odpowiedział łowca jakby to była jakaś błahostka.
-Jak to? Scrab na śniadanie? Wiesz, że one wymierają?- powiedziała z przekąsem w nadziei, że wzbudzi w nim poczucie winy.
Stranger patrzył na dziewczynę spode łba. ‘’Hmpf. Wymierają. Ja też’’.
-Dzisiaj wyjątkowo dam ci trochę- mówił ignorując jej uwagę- ale jutro już nie będzie takiego rabatu.
-Czyli mam sama polować?
-Wreszcie coś zrozumiałaś.- powiedział prowokacyjnie.
-Nie obchodzi cię, że jestem ranna?
-Nie.- uciął krótko.
-Czemu jesteś takim egoistą?- podpuszczała dalej.
Stranger wyglądał jakby próbował zabić ją wzrokiem.
-Jeśli tak bardzo chcesz mogę zacząć być egoistą, bo to jeszcze nic.- mówił z opamiętaniem, ale zaraz wybuchł- Nie zamierzam się z tobą bawić! Mam dość własnych problemów! Jak ci coś nie pasuje, nikt cię tu nie trzyma.
Przeszły ją ciarki, lecz miała ściągnięte brwi jakby była obrażona, ale naprawdę starała się zachować buntowniczą postawę i się nie schylić. Żeby tylko nie pokazać, że się boi.
-Przepraaaszam.- wymruczała cicho. Lepiej żeby się on nie obrażał.
Łowca zaczął mamrotać, ćwiartując ich posiłek
-Napatoczyła się taka mała gnida i jeszcze narzeka na każdym kroku. I to ja jestem egoistą...
Dziewczyna spuściła głowę. ‘’Na prawdę tak o mnie myśli ?’’. Poczuła się trochę głupio, ale nie aż tak.
-Na co czekasz? Bierz i jedz.- mówił już spokojniej - Mamy przecież cię sprawdzić, a nie zamierzam tracić na ciebie całego dnia. Ale jeśli walczysz tak dobrze jak pyskujesz to możesz być spokojna.
Teru westchnęła. ‘’Czego oczekiwałam? Przecież to łowca. To zawsze egoiści...’’

Offline

 

#5 2017-09-03 00:21:25

 Tusia10

Dovahkiin

Skąd: Wodzisław Śląski
Zarejestrowany: 2011-01-24
Posty: 629
Wiek: 20
Ulubiona Lokacja: Rupture Farms / Slig Barracks
WWW

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

"Przeszły ją ciarki, lecz miała ściągnięte brwi jakby była obrażona, ale naprawdę starała się zachować buntowniczą postawę i się nie schylić." kocham składnię w tym zdaniu, punia

go on, jak na razie jest s u p e r


"I'm a bad girl, bad inside.                                                                                                     
My hair is kindling; my flesh tallow; my bones dry twigs.
One day I'll burn i fires of Hell. As sure as eggs rot, that's the truth.
So there ain't no use denying it.
My name is Alice." ~ "Alice" J. Delaney

Offline

 

#6 2017-09-03 22:17:27

punia003

http://img.informer.com/icons/png/16/23/23053.png Mudomo

Skąd: Bogatynia
Zarejestrowany: 2014-10-05
Posty: 112
Punktów :   11 
Ulubiona Postać: Abe/Stranger
Wiek: 18
Ulubiona Lokacja: slig barracks/Scrabania

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

To chyba dobrze, nie? W sumie w pewnym momencie sama się pogubiłam, ale wiadomo o co chodzi W każdym razie, ciąg dalszy:

***

   Szli jakiś czas w głąb lasu. Drzewa były bardzo duże. Nieraz rosły gęściej, nieraz rzadziej, a czasem rosły tak powyginane, że szło się po nich jak po ubitym gruncie, co tylko komplikowało cały marsz.
-Daleko jeszcze?- spytała nie tyle zmęczona co znudzona Teru.
-Wytrzymasz jeszcze trochę.
Po pewnym czasie wreszcie się zatrzymali.
-Co teraz?
-Sprawdzimy twoją orientację.
‘’No nie…Dlatego tak długo mnie ciągnął’’.
-Ale to… gdzie i jak, co?
-Spokojnie. Idziemy tylko do miasta.
Teru rozejrzała się zmieszana.
-Aaaa gdzie to?
-Nie wiesz?
-…Chyba wiem.- powiedziała, ale zaraz tego pożałowała. ‘’A mogłam nie mówić, może by odpuścił…jestem zmęczona’’
-…Ale stąd… nie bardzo.
Stranger skrzyżował ręce i uśmiechnął się półgębkiem.
-Ponieważ mi się spieszy- mówił dalej- teraz będzie tylko rozgrzewka, bo wyglądasz jak chodzący trup. Nie patrz tak na mnie, sama chciałaś.
-Tak, ale nie mogłabym zaczekać aż się trochę zagoję?
-Musisz się przyzwyczaić. Inaczej będzie z tobą kiepsko… I nie ma takiego słowa.
-No to już jest…Dobra. To co teraz?
-Mówiłem ci: idziemy do miasta.
-W tym coś jest.- powiedziała podejrzliwie i też skrzyżowała ręce.
-Pewnie. Masz się tylko nie połamać. Biegnij za mną.- powiedział łowca i natychmiast ruszył, a Teru zaskoczona jego nagłym startem, puściła się biegiem jak najszybciej, żeby nie stracić go z oczu.
   Stranger tyle razy zakręcał, że nie potrafiłaby wskazać ścieżki, którą dotąd szli.
Już kilka razy wpadła w drzewo, ale uparcie biegła dalej. Oślepiana przebłyskami wschodzącego słońca musiała parę razy się zatrzymywać, gdyż nieraz nie mogła dostrzec łowcy spomiędzy licznych konarów. W takich sytuacjach polegała na słuchu. ‘’O nie. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz’’
   W pewnym momencie wdrapała się na pochyłe drzewo i zobaczyła biegnącego na czworaka łowcę, przez co poruszał się znacznie szybciej. ‘’Nic dziwnego, że nie mogę go dogonić’’
  Zeszła by kontynuować pościg. Teraz widziała go doskonale. ‘’Dlaczego zwalniasz..?’’ Już była kilka kroków od niego, gdy nagle wpadła w zamaskowaną do tej pory dziurę. Spadając napotkała wzrokiem zadowoloną twarz Starngera, za to ona przybrała zawistną minę.
   Nagła złość dodała jej sił, i gdy tak spadała, złapała mocno najbliższą gałąź. Ledwo się podciągnęła ujrzała Strangera, który już na nią czekał, ładując kuszę twardym żukiem, po czym z bezecnym uśmiechem na twarzy wystrzelił prosto w nią.
  Jej szybka reakcja pozwoliła na unik, dzięki któremu wylądowała gładko na ziemi ciężko dysząc, bardziej z zaskoczenia zmieszanym z przerażeniem niż ze zmęczenia, bo mimo wszystko była w całkiem niezłej formie.
   Obok niej wylądowała ciężka gałąź z hukiem. Nie miała za wiele czasu na odpoczynek, ponieważ łowca już miał ją na muszce.
  Po paru unikach popędziła ile sił, byle dalej. Teraz czuła wyłącznie strach. ‘’Cholera! On chce mnie zabić?!’’. Jednak po kawałku szaleńczego biegu nagle się zatrzymała. Instynkt kazał jej walczyć. Odwróciła się z wojowniczą postawą oraz twarzą mówiącą: podejdź, a zabiję. Ku jej zdziwieniu Stranger stał tuż przed nią, mierząc do niej z kuszy. Jednak tym razem dziewczyna od razu przykucnęła i wybiła się w górę robiąc salto i lądując za łowcą.
  Nieco zdziwiony, ale nie dający nic po sobie poznać znów się uśmiechnął. Jednak w tym uśmiechu dało się dostrzec zadowolenie.
-Co to ma być?!- wrzasnęła wściekła Teru- Mogłeś mnie zabić!
-Mówiłem, że masz się nie poobijać.
-Ale nie mówiłeś o co chodzi!
-Jasne. Inaczej byłoby za łatwo.
Na to wzburzona Teru rzuciła się na niego z pięściami. Lecz Stranger zszedł jej z drogi i z prostej ręki powalił ją na ziemię. Drażnił się. Podnosząc się prawie warczała ze złości i powtórzyła atak. Tym razem, zamiast uników, łowca przyjmował wszystkie ciosy zasłaniając się tylko rękami.
  Obrażenia, które miała Teru bardzo ją osłabiły, przez co jej uderzenia były właściwie nieskuteczne. Więc postanowiła zaatakować pazurami. Myśląc o tym, jej szpony bardziej się wysunęły. Zamachnęła się, lecz Stranger szybko się wycofał, szczerze zaskoczony. Za drugim razem szpony dziewczyny zagłębiły się w przedramieniu łowcy. Kiedy kolejny raz chciała uderzyć, on złapał ją za nadgarstki.
-Dobra. Chyba już starczy.- powiedział usatysfakcjonowany, jakby chciał doprowadzić ją do takiego stanu.
-Teraz się wycofujesz?! Walcz! I z czego się tak cieszysz?!
-Bo już wiem, że nie jesteś taka delikatna i bezużyteczna jak mi się wydawało.
Teru wrzasnęła przez zaciśnięte zęby
-Przestań mnie lekceważyć!- krzyczała dalej szarpiąc się.
-Właśnie przestałem.
Dziewczyna uspokoiła się nieco. Zatkało ją na chwilę.
-To był ten test, tak?
-Powiedzmy. W każdym razie to mi wystarczy.- puścił ją- Ale musisz nauczyć się panować nad emocjami.
-Okey… Możemy iść dalej? Gdzie to miasto?
-Chodź.- mówiąc to przeszedł przez parę wysokich krzaków, wyższych od nich, odsunął ostatnie gałęzie ukazując im miasto na środku niewielkiego kanionu.
   Zeszli po dość stromym zboczu, a tuż przed miastem, Stranger kazał Teru zaczekać.
-Niby czemu?
-Bo idę tylko na chwilę i nie ma sensu żebyś jeszcze przeszkadzała.
-Więc mam tu sterczeć?!
-Z wszystkiego zrobisz awanturę?!- wkurzył się. Teru tylko coś mruknęła pod nosem, ale już się nie odezwała.



    Stranger wszedł do miasta zachowując powagę. Większość mieszkańców zaczęła się już na niego gapić i plotkować między sobą. Kilku podchodziło i prawiło jakieś komplementy albo próbowało sprowokować. On zachowywał kamienną twarz. Chciał już stąd iść, byle dalej, ale czasem trzeba wytrzymać... Nikomu nie odpowiadał i kierował się prosto do biura nagród.
  Gdy wszedł, urzędnik powitał go z entuzjazmem
-Jest ktoś nowy?- spytał bez ogródek łowca.
-Yyyym...nie- mówił zakłopotany clakker skrzekliwym głosem, przeszukując pospiesznie papiery- Wygląda na to, że wszystkich już zgarnąłeś. Musisz zajrzeć do innego miasta.- ciągnął dalej. Stranger zaczął wychodzić, a że nie przepadał za tutejszym towarzystwem, nie słuchał jak urzędnik próbował go jeszcze jakoś zagadać.
  Przekraczając bramę, Stranger podszedł do Teru, która leżąc na trawie z nudów grzebała patykiem w ziemi. Podniosła wzrok na łowcę. On też chwilę mierzył ją wzrokiem; jak dotąd była jedyną osobą, która okazywała mu kompletny brak szacunku i zainteresowania, a momentami odnosił wrażenie, że wręcz pogardę.
-Wygląda na to, że masz szczęście.- powiedział od razu, gdy podszedł na odległość umożliwiającą rozmowę.
-Niby czemu?- zapytała Teru obojętnie.
-W związku z tym, że na razie nie ma żadnych zleceń, mogę trochę więcej czasu poświęcić na twoje szkolenie.
Na to dziewczyna z entuzjazmem skoczyła na równe nogi.
-Na co jeszcze czekamy?- i ucieszona pobiegła prosto w byle jakim kierunku. Ale zaraz wróciła do wciąż stojącego niewzruszenie łowcy.
-Ty prowadź.- powiedziała zawstydzona.
Stranger zaśmiał się pod nosem, ale tak żeby nie zauważyła.

Offline

 

#7 2017-09-05 17:49:55

punia003

http://img.informer.com/icons/png/16/23/23053.png Mudomo

Skąd: Bogatynia
Zarejestrowany: 2014-10-05
Posty: 112
Punktów :   11 
Ulubiona Postać: Abe/Stranger
Wiek: 18
Ulubiona Lokacja: slig barracks/Scrabania

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Szli już kilka minut, tym razem polną drogą. Znowu panowała niezręczna cisza, którą Teru postanowiła przerwać.
-Skoro nic się nie dzieje, może porozmawiamy?
-Nie.- mruknął Stranger.
-Dooobra.- powiedziała wolno –Aaa...właściwie gdzie mnie znalazłeś?
-Pod klifem, niedaleko rzeki. Wyglądało to jakbyś spadła. Skoro nie pamiętasz, musiałaś nieźle uderzyć głową.
-Fakt. Rzeczywiście najmocniej mnie bolała. A wiesz kto mnie okradł?
-Nie wiem konkretnie, ale widziałem jak zwiali. Pewnie jacyś przydrożni złodzieje.
-Aha... Hej! Jednak rozmawiamy.
-Uznałem, że tyle masz prawo wiedzieć.
-Może teraz opowiesz o sobie? To chyba też mam prawo wiedzieć.
-Nic nie masz!- nagle się uniósł.
-Ok. Nie złość się tak. Ale czemu nie? Może się wstydzisz, co? Wstydzisz się?
   Stranger przewrócił oczami. Miał dość.
-Ile masz lat, mała?- spytał nagle, zmieniając temat.
-Yyyyymmmm...cz...ternaście?
-Jesteś jeszcze dziecko!- był zaskoczony.
-Czemu tak się dziwisz?
-Wyglądasz na trochę więcej.
-Serio? Fajnie.
-To wyjaśnia twoje zachowanie.- odparł już całkiem speszony.- ...Czemu chcesz zostać zamiast wracać do domu?
-Hmmmm- zamyśliła się na chwilę- O ile dobrze pamiętam... to nie mam domu.- spochmurniała.- Chyba nigdy. Czekaj! Pamiętam, że ktoś mnie gonił. A może przegonił... Teraz nie jestem pewna.
-A twoi rodzice?
-Rodzice?
-...Nieważne...
Milczeli chwilę.
-Czego ode mnie oczekujesz?- wznowił nagle rozmowę.
-No...nauczysz mnie przeżyć. Może sama kiedyś zostanę łowcą nagród.
-Jesteś pewna? Później nie będzie odwrotu jak narobisz sobie wrogów...Poza tym nie będę robił sobie konkurencji.
-Spokojnie. Zanim zostanę kimkolwiek, mogę zamieszkać gdzieś dużo dalej. Poza tym jakie mam teraz wyjście?
Stranger nie odpowiedział. Było już widać jego chatę.
-Co będziemy robić?- spytała dziewczyna.
-Jest dopiero południe, więc...
-Może coś zjemy?- wcięła się w zdanie. Łowca spojrzał na nią z ukosa.
-Czemu nie?

Offline

 

#8 2017-09-06 02:00:29

 Tusia10

Dovahkiin

Skąd: Wodzisław Śląski
Zarejestrowany: 2011-01-24
Posty: 629
Wiek: 20
Ulubiona Lokacja: Rupture Farms / Slig Barracks
WWW

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Już ci pisałam na fb, ale napiszę też tutaj. Coraz lepiej to wychodzi, dialogi są coraz płynniejsze i ciekawsze kosiam. Tylko może pisz dłuższe fragmenty, ale wrzucaj rzadziej? Bo tak po dialogu to trochę szkoda, bo mało i traci się tę płynność narracji


"I'm a bad girl, bad inside.                                                                                                     
My hair is kindling; my flesh tallow; my bones dry twigs.
One day I'll burn i fires of Hell. As sure as eggs rot, that's the truth.
So there ain't no use denying it.
My name is Alice." ~ "Alice" J. Delaney

Offline

 

#9 2017-09-09 00:34:19

punia003

http://img.informer.com/icons/png/16/23/23053.png Mudomo

Skąd: Bogatynia
Zarejestrowany: 2014-10-05
Posty: 112
Punktów :   11 
Ulubiona Postać: Abe/Stranger
Wiek: 18
Ulubiona Lokacja: slig barracks/Scrabania

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

W porządku, będą dłuższe, ale w tedy miałam tak mało czasu, że chciałam dać cokolwiek. Ale masz rację i też postaram się zastosować

***

  -Co teraz?!- zapytała Teru, gdy skończyła jeść.
-Najpierw zaczekaj na mnie.- odpowiedział Stranger, który jeszcze kończył.
Ona już chciała coś robić. Cokolwiek. Głośno westchnęła i wyciągnęła pozytywkę. Kiedy zagrała, dziewczyna znowu poczuła głęboki spokój i straciła część nadmiernej energii.
-Skąd to masz?- zainteresował się łowca.
-Nie pamiętam. Ale chyba zawsze ją miałam. Ładna, co?
-Może być.- odparł z obojętnością.
Teru przewróciła oczami. ‘’Kogo ja pytam?’’ zadała sobie pytanie retoryczne. Jednak nie zwróciła uwagi, że Stranger chwilę przyglądał się wytłoczonemu znaczkowi na niej. Kiedy skończył posiłek, wstał i przeciągnął się.
-Weź co tam masz i idziemy. Raczej nie prędko wrócimy.
-A gdzie idziemy?
-Do kolejnego miasta.
-To kiedy mam się cokolwiek nauczyć?
-Ty naprawdę w to uwierzyłaś?
-Co?! Nabrałeś mnie?!
-Jak potrzebowałaś motywacji...- wyszedł.
   Teru jednak podekscytowana tym, że wreszcie coś będzie się działo, pobiegła po swój worek.
Jakże się rozczarowała, gdy maszerowali przez puste pola do wieczora.
-Zatrzymamy sieeee?- już nie wytrzymywała zmęczona.
-Za moment zrobimy postój.
-To może chociaż coś zjemy w drodze?
Na to pytanie Stranger wydał z siebie parę szybkich wydechów nie dając wiary co właśnie powiedziała.
-Ile można jeść?- zapytał w końcu- Niedawno przecież jadłaś i to sporo. Ba! Nawet więcej ode mnie.
-...No to kiedy się zatrzymamy?
-Widzisz ten las przed nami?
-Ciężko nie zauważyć.
-Tam się zatrzymamy.
   Kiedy dotarli na skraj lasu, ciężko usiadła na miękkiej trawie.
-Jutro ruszymy dalej.- powiedział łowca też siadając na ziemi.- Pierwsza będziesz czuwać.
-Co?! Czemu?!
-Za to, że przez większość drogi marudziłaś!
Zamilkła z bulwersem na twarzy. Ponieważ już się ściemniało, łowca rozpalił ognisko. Tatu za to poszperała w swoich rzeczach i wyciągnęła coś co przypominało suszone owoce, po czym zaczęła je jeść, a raczej pochłaniać.
-To się jeszcze nadaje?
-Jestem głodna i zjem WSZYSTKO.
Stranger wzruszył ramionami- Możesz mieć później problem.- Nasunął sobie kapelusz na oczy i powiedział:
-Obudź mnie po północy.
-Mhm.- przytaknęła.
  Minęła połowa z jej warty. ‘’Eh. To bez sensu. I tak nikogo tutaj nie ma’’. Ale nagle zobaczyła jakiś ruch w ciemnościach. Zmrużyła oczy, by lepiej widzieć. Obejrzała się na łowcę. Spał, spokojnie oddychając. Zrobiła ostrożnie kilka kroków. Znów się obejrzała. Jej towarzysz wciąż się nie ruszył, więc poszła głębiej w las, a zaraz przeszła w bieg. Zatrzymała się w miejscu, gdzie zobaczyła jakiś ruch, lecz w pobliżu nie widziała nikogo ani niczego. Znów spojrzała za siebie- przeszła całkiem spory hektar.
  Gdy tak obserwowała okolicę, usłyszała strzał, a za sekundę kątem oka zobaczyła jak pocisk minimalnie ją omija. Serce zaczęło raptownie mocniej bić. Słyszała jak ktoś biegnie za drzewo, daleko od niej. Przypominając sobie jak biegał łowca by przyspieszyć, postanowiła też spróbować i korzystając z rąk niezdarnie próbowała przejść w galop, a po chwili, nabierając wprawy, biegła sprawnie niczym drapieżny kot. Unikając zygzakiem kolejnych strzałów, wbiegła za drzewo i biorąc zamach pazurami, niemal rozcięła napastnika na pół, od razu go uśmiercając. Zadowolona z siebie Teru przyjrzała się trupowi. Nie wyglądał zbyt groźnie, ani nie był też specjalnie niebezpiecznie uzbrojony. Aż zaczęła się zastanawiać czy zabicie go było konieczne. ‘’Byłoby gorzej, jakby było więcej takich’’. Ledwo to pomyślała, usłyszała kolejne zbliżające się głosy, z wielu miejsc na raz. Chwilę potem ujrzała grad lecących wprost na nią wystrzałów. Zaskoczona umknęła za drzewo, jednak trafiły ją dwa pociski w ramię. ‘’Za wcześnie się ucieszyłam. Cholera, dopiero rany mi się zabliźniły, a teraz to’’, pomyślała wyciągając kule z ramienia z grymasem bólu na twarzy. ‘’Co ja teraz zrobię, co ja teraz zrobię?...Zaraz!’’, spojrzała na drzewo za sobą, znowu wysunęła pazury i zaczęła się wspinać. Z tej wysokości zobaczyła wszystkich zbirów, a było ich z dziesięciu. Dwóch podeszło do martwego.
-I patrz co ta mała gnida, zrobiła! Mówiłem, że lepiej wcześniej!- jeden krzyczał przez drugiego, a reszta co usłyszała wspinając się wyżej, to mnóstwo niewyraźnych bluzgów. Instynkt znów jej podpowiadał, że musi działać: są zagrożeniem, załatw ich. Nagle puściła się drzewa i zaczęła pikować wprost na nich. Nim się zorientowali co się dzieje, zostali podobnie potraktowani jak ich poprzednik. Teru zrobiła szybki unik przed kolejną falą wystrzałów turlając się w bok, po czym natychmiast rzuciła się, daleko skacząc na najbliżej stojących bandytów, prawie od razu podrzynając im gardła swoimi szponami. Kolejny raz usłyszała szybko zbliżające się kroki w jej stronę. Jednak tym razem zaatakowali wszyscy razem. Nie dałaby rady pokonać ich wręcz, jeśli wszyscy na raz zaczęliby strzelać, byłoby po niej. Więc chwyciła leżącą broń jednego z zabitych i przytrzymując ją sobie ogonem, odbiegła nieco i wskoczyła ponad dwa metry lądując na gałęzi drzewa i stamtąd próbowała celować wyprężając się unosząc za dużą broń, co dodatkowo utrudniało trafienie. Ale udało się. Trafiła trzech, lecz jeden trafny strzał w jej kierunku wystarczył, by straciła równowagę i runęła w dół. Jeden z bandytów dobiegając, wyciągnął nóż i wziął duży zamach do ciosu ostatecznego, ale w ostatniej chwili coś wystrzelonego z dużą mocą powaliło go na bok. Zaskoczona Teru mimo tego nie marnowała czasu i drugiego, który nadbiegał, złapała ogonem wokół szyi i rzuciła się na drugiego łamiąc pierwszemu kark, a pierwszego dla pewności dobiła.
  Dziewczyna stała przez chwilę dysząc z głową skierowaną ku górze. Ociekająca z jej rąk krew dawała satysfakcję. Uśmiechnęła się powoli z zadowolenia i ulgi. Jednak nadal czuła na sobie czyjeś spojrzenie. Opuściła głowę i zobaczyła opartego o konar, z założonymi rękami Strangera.
-Ładny pokaz.- skinął z uznaniem i chytrym uśmiechem. Teru wytrzeszczyła oczy z niedowierzania.
-Ile czasu tutaj stałeś?!- spytała oskarżycielsko.
-Widziałem wszystko.
-Co?!...Mogłeś mi pomóc!
Łowca nie odpowiedział i zaczął kolejno podchodzić do martwych ciał przestępców, wciągając je do małej, dziwnej puszki.
-Co to?- zainteresowała się Teru, zapominając nagle o swoim gniewie- Skąd ją masz? Jak się tam mieszczą?
-Przestań już gadać. Lepiej się prześpij.
Wiedziała, że nie odpowie, więc po prostu zrobiła co mówił, a była tak zmęczona, że zasnęła prawie od razu.

***

Też może nie najdłuższe, ale będzie więcej jeszcze dziś

Offline

 

#10 2017-09-09 02:38:53

 Drippick

Generał

49395019
Zarejestrowany: 2010-11-08
Posty: 978
Punktów :   10 
Ulubiona Postać: Gen.Dripik
Wiek: 11
Ulubiona Komenda: Follow Me
Ulubiona Lokacja: Mój dom
WWW

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Szczerze to spodziewałem się czegoś na poziomie moich starych wypocin, ale aż tak źle to chyba być nie mogło. Jak na początek całkiem nieźle, ale polecam wyrabiać sobie też lepsze nawyki trenując na takich opowiastkach. Ogólnie dobra robota, pisz i rozwijaj się (a jeśli chcesz szczegółową-Dripikową analizę to daj znać, ale nie polecam).

Offline

 

#11 2017-09-10 00:30:18

punia003

http://img.informer.com/icons/png/16/23/23053.png Mudomo

Skąd: Bogatynia
Zarejestrowany: 2014-10-05
Posty: 112
Punktów :   11 
Ulubiona Postać: Abe/Stranger
Wiek: 18
Ulubiona Lokacja: slig barracks/Scrabania

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Czyli uważasz, że poziom jest niższy czy wyższy od Twoich wypocin, bo to zdanie jest dosyć niejednoznaczne? Ale cieszę się, że nawet Ty napisałeś coś dobrego .



***

   Następnego dnia rano doszli na miejsce. Tym razem całą drogę przebyli w milczeniu- Teru wciąż była pod wpływem emocji i miała za złe łowcy, że kompletnie się nią nie interesuje m.in. jej stanem zdrowia. W końcu była młoda i niedoświadczona, a on wydawał się być tego nieświadomy...albo po prostu miał to gdzieś.
   Przed bramą, Stranger znów kazał dziewczynie zaczekać. Nie chciało jej się do niego odzywać, więc tylko przytaknęła naburmuszona.
‘’W ogóle to czemu nie mogę iść? Wstydzi się mnie?’’, sama myśl o tym napawała ją złością ‘’Bo co?! Bo jestem... czymś tam...To i tak nie fair!... Mogę się teraz o tym przekonać.’’ Pomyślała niecnie. I tak chciała mu zrobić na złość, co z tego, że w tak niewyrafinowany sposób.
Poszła więc w kierunku, w którym widziała, że on idzie. Ale już nigdzie go nie widziała. ‘’Pewnie gdzieś wszedł’’. Rozejrzała się raz jeszcze. ‘’Może trzeba było zaczekać...’’, peszyły ją ciekawskie spojrzenia przechodniów, ‘’Hmpf, jakbym była nie wiadomo czym...’’. Stanęła przy najbliższej ścianie jakiegoś budynku, by rzucać się trochę mniej w oczy niż na środku drogi. Zobaczyła mała grupę clakerów, którzy szeptali między sobą, wskazując od czasu do czasu na nią. Zezłościło ją to jak nie wiem, bo jednak jest wrażliwa co do wytykania jej rasy. Już chciała do nich podejść, ale zobaczyła wychodzącego łowcę tuż obok z biura nagród. Stanęła jak wryta. On też. Rozejrzał się nerwowo, po czym gwałtownie i mocno złapał ją za ramię, wyprowadzając jak najszybciej z miasta. Po drodze dało się słyszeć szepty typu :’’To dziwadło jest z łowcą...’’itp., a za moment rozległo się parę śmiechów.
-Co ci mówiłem?!- krzyknął tuż za bramą Stranger. Teru rozmasowywała ramię, ledwo podniosła wzrok, a zaraz dostała w twarz. Nie był to mocny cios, bo mocno powstrzymywany, ale zabolał dziewczynę i wystarczył by ją przewrócić. Patrzyli na siebie długą chwilę. Łowca miał napięte mięśnie jak gdyby przyszykowane do ataku, ale zaraz ochłonął i odezwał się swoim zwyczajnym tonem
  -Chodźmy już.- i minął siedzącą na ziemi Teru. Wstała i go dogoniła. Była w szoku. Za taką drobnostkę aż tak się zezłościł. Nie wiedziała co powiedzieć, a wręcz bała się odezwać, bo gdyby wziął zamach z całej siły taką łapą... Wiedziała już, że łowca nie żartuje.
Stranger wyciągną pożółkłą kartkę i pokazał jej. Znajdowało się na niej zdjęcie ściganego i jego nazwisko: Packrat Palooka.
  -Idziemy teraz po niego.
Zerknęła na cenę
  -Żywy 800 moolah? Dużo.
  -Właśnie nie. Dlatego musimy wyłapać jego pomocników. Żywych.
Teru wzdrygnęła się
  -Dużo ich jest?- spytała niespokojnie.
  -Słyszałem, że tak.- uśmiechnął się złośliwie, widział jej zdenerwowanie.
Zatrzymał się nagle i wyciągnął do niej rękę trzymając nową torbę.
  -Trzymaj. Przepakuj się szybko. Jest praktyczniejsza niż ten twój śmieć.
Teru zdziwił ten gest.
  -Myślałam, że jesteś zły.
  -Jeszcze jestem. Ale szkoda czasu na nerwy. Jeszcze dzisiaj chciałbym załatwić kolejne zlecenie.
Wzięła od niego torbę
  -Dzięki.- zaczęła się przepakowywać- A...co z... z tą nauką?
  -Najwięcej się nauczysz obserwując.
Zapięła torbę na biodrze.
  -Nie mam nawet broni
  -Weźmiesz od kogoś. Już to robiłaś. Z resztą nie sądzę, że jakakolwiek broń ci się przyda.
Zrezygnowana nie chciała się z nim kłócić.
  -Mamy jeszcze kawałek drogi.- zaczął Stranger- To chyba dobry czas żeby o tobie pomówić.
Była wstrząśnięta- on sam chciał porozmawiać!
  -W porządku. A o czym konkretnie?
  -Nie dziwi cię, że wziąłem cię ze sobą?
  -...Właściwie tak. Często o tym myślę. To nienormalne! Po co ci ja?
  -Widzisz, potrzebuję szybko gotówki, a ty jak myślę ochrony.
  -Skąd wiesz?
  -Przestań. A co takiego byś ode mnie chciała?
‘’Przejrzał mnie’’ pomyślała zdegustowana.
  -Jesteś młoda i pojętna- kontynuował- szybko byś się wszystkiego nauczyła. Wtedy byś mi pomagała.
  -Łał. Wielki łowca potrzebuje pomocy.- zadrwiła.
  -Nie kpi! Gdyby sytuacja nie była poważna, zwyczajnie bym się ciebie pozbył.
Dziewczyna po chwili namysłu pokiwała ze zrozumieniem głową.
  -No tak.- zaczęła w końcu- Ale to co w końcu z tą nauką? Mówiłeś, że poćwiczę po drodze.
  -Oj...Daj spokój! Powiedziałem tak żebyś nie marudziła.- ‘’A wyszło zupełnie na odwrót’’ dopowiedział sobie w myślach.
Teru głośno westchnęła, gdyż na prawdę miała nadzieję, że czegoś ją nauczy.


  Doszli do zawalonego w połowie mostu.
  -Co teraz?- spytała.
  -Jak to: co? Przeskoczymy.
  -Ale...ja tak daleko nie umiem.
  -Co ty bredzisz? To wcale nie jest daleko. Skacz.
  -Nie dam rady...
  -Skacz do cholery!
‘’Co robić?’’ pomyślała smętnie ‘’Jeszcze mnie tam rzuci.’’
Cofnęła się dwa kroki i z rozbiegu skoczyła na drugą stronę. Nawet dalej i wyżej niż planowała. Po chwili Stranger był już przy niej.
  -Skąd wiedziałeś?
  - Nie mam pojęcia czym jesteś, ale na takich nogach- wskazał na część jej stępowo- śródstopową część nogi- każdy mógłby tak skakać.
Była pełna podziwu. Wiedział nieraz o jej możliwościach więcej niż ona sama. Nagle odezwał się głos dobiegający z głośników zamontowanych po bokach zamkniętej bramy:
  -Nikt nie przejdzie bez hasła. Rozkaz Packrat’a, hha ha haa.
Po tych słowach uruchomiły się dwa działa umieszczone na ścianach skał przełęczy. Teru dopiero je zauważyła. Stranger chyba też, bo wydawał jej się zdezorientowany, kiedy wystrzelone rakiety zaczęły sunąć w ich stronę. Jednak zachował zimną krew i podjął szybką decyzję: zepchnął Teru ze zniszczonego mostku, a sam skoczył z powrotem zostawiając ją w dziurze.
Dziewczyna leżała nieruchomo dłuższą chwilę, głównie po to żeby bolesne mrowienie w plecach ustało. Zaczynała się już przyzwyczajać do bólu. Spojrzała w górę, na krawędź urwiska. ‘’Co on zrobi?’’
Działka wyłączyły się, a zaraz potem usłyszała znajome kroki. Ulżyło jej. Przez chwilę naprawdę się bała, że coś mu się stanie. Łowca zaczął strzelać w działa, aż te się rozpadły. Następnie podszedł na skraj urwiska i spojrzał na dziewczynę.
  -Wychodź. Już po krzyku.
Zaczęła się wspinać po wyboistej skale. Przy samej górze, Stranger wyciągną do niej rękę. Zrobiła to samo, po czym brutalnie ją wciągną.
  -To nie było konieczne.- powiedziała gładząc nadgarstek.
  -Przez ciebie zupełnie zapomniałem o haśle.- rozejrzał się- Poradzimy sobie bez niego. Idź pod bramę.
Posłuchała. Tym razem bez żadnych przeszkód przeskoczyła na drugą stronę.
  -Podsadzę cię, a ty idź na dugą stronę.
Przytaknęła na zgodę. Weszła mu na splecione dłonie, ramiona, potem on złapał ją za nogi po czym  podrzucił i bez problemu znalazła się na szczycie bramy. Odwróciła się do łowcy i bez zbędnych pytań obserwowała co teraz zrobi. Stranger znów skoczył na drugą stronę, odszedł kawałek i z rozbiegu doskoczył na niewielką skalną półkę, następnie wykorzystując rozpęd, skoczył raz jeszcze, łapiąc się wystającej wypustki i dynamicznie przerzucił swoje ciało przez mur. ‘’Niezły jest’’ pomyślała Teru z uznaniem i dołączyła do łowcy.
  Przebiegli oczami po okolicy. Wszędzie były rozrzucone śmieci, ale w sumie czego się spodziewać po złomowisku? Zbliżyli się do otworu w ścianie, nie było żadnych schodów na dół ani normalnego zejścia tylko stromo ułożona blacha. Stranger zjechał pierwszy. Teru za nim, a lądując wpadła przypadkiem na łowcę. Spiorunował ją wzrokiem i przyłożył palec do ust na znak, że ma być cicho.
  Z przodu kręciło się pięciu bandytów, w tym dwóch większych i obładowanych zbroją z kolcami. Stranger i Teru przyczaili się za wielkim, wystającym z ziemi żelastwem.
  -Co teraz?- spytała szeptem dziewczyna.
Nie odpowiedział tylko wszedł w wysoką trawę tuż obok.
  -Chodź tu.- odszepnął.
Nie było go prawie widać, więc jak szła w jego stronę znów na niego wpadła. Łowca westchnął z irytacją i znowu się rozejrzał.
  -Ty nic im nie zrobisz.- mówił szeptem- Widzisz tego strzelca na wzniesieniu?- wskazał na lewo.
  -Mhm.
  -Załatwisz go. A jak gwoździarz zacznie cię gonić, uciekaj w trawę.
  -Kto?
  -Ten dużyy.- warknął jakby ta nazwa była oczywista. 
  -Tą tu trawę, czy tą po prawej?
  -Po prawej.
  -Dobra.
Przygotowała się do biegu. Strzelec stał do nich plecami.
  -Na co czekasz?
  -Co? Już?
  -No pewnie. Puki się nie patrzy.
Zaczęła się skradać. Łowca cały czas ją obserwował. Dziewczyna przyczaiła się za kolejnym żelastwem. Za moment, biegnąc, tak nisko, że prawie szurała brzuchem po ziemi, momentalnie zjawiła się przy bandycie. Zrobiła zamach pazurami akurat w chwili, gdy się odwracał, więc trafiła prosto w twarz zostawiając trzy śmiertelne bruzdy. No niestety jeden z tych większych ją zaważył.
  -Jesteś martwa!- zawołał bardzo niskim głosem- Chodź tu tylko!- krzyknął biegnąc już w jej kierunku i przy okazji alarmując resztę patrolu. Wystraszona nie od razu zorientowała się w sytuacji. Bandyta był już blisko, już brał zamach, ale nagle przewróciło go coś bardzo twardego, wystrzelonego z miejsca, gdzie była wysoka trawa. Stranger! Nareszcie. Zbir wstał, lecz zaraz znowu dostał pociskiem, który tym razem pozbawił go przytomności. W tym czasie nadbiegał drugi, jednak tym razem Teru była bardziej przytomna. Rozejrzała się szybko i nie namyślając się długo, skoczyła do przodu, łapiąc się wyniszczonej konstrukcji, której została ostatnia ściana. Po drugiej stronie rosły zarośla, w których miała się ukryć. W czasie , gdy zbir zmieniał kierunek biegu, pozostali bandyci zaczęli strzelać do wiszącej na stojącym złomie dziewczyny. Trafili ją trzy razy w lewe ramię, gdy próbowała się podciągną. Widząc to, łowca strzelił w gwoździarza po czym wybiegł z trawy do, strzelców skupiając na sobie ich uwagę. W tym czasie, Teru schowała się w umówionym miejscu.
  Stranger znokautował obu strzelców i szybko ich wciągnął do ‘’puszki’’. Ogarnął wzrokiem teren. Gdzie był trzeci?
  Złoczyńca miotał się szukając dziewczyny. Ona natomiast coraz bardziej się cofała schodząc z drogi prześladowcy. Starała się oddychać jak najciszej. W końcu był tak blisko, że już mógłby ją uderzyć, gdyby coś widział. Cofała się coraz szybciej... aż znowu wpadła na łowcę. Odsunął ją ręką za siebie, po czym wycelował w zbira. Strzelił. Podszedł i ‘’wciągnął’’ nieprzytomnego.
  Stranger wyszedł z zarośli, Teru też i ruszyła powoli w kierunku kolejnej zamkniętej bramy i czekała na łowcę. Ale zamiast przyjść zawołał
  -Przyjdź tu!
Nie wiedziała po co, ale weszła pod górę i dołączyła do niego.
  -W porządku ręka?- zapytał.
  -Taa. Bywało gorzej.
  -Dobrze. To teraz się wróć i nazbieraj mi trochę amunicji.
  -Co...?! To po to mi ta torba?
  -Sama się oferowałaś.- odpowiedział z przekąsem. Westchnęła i wróciła się, by wykonać przydzielone zadanie. On w tym czasie poobserwował dalszy teren, zaglądając przez szparę między łączeniami blach. Teru wróciła.
  -Co chcesz teraz zrobić? Masz jakiś pomysł? Dużo ich tam jeszcze jest?
  -Cicho.- napomniał ją. Popatrzył jeszcze raz przez szparę. Odwrócił się do dziewczyny.
  -Dobra, to teraz mi pomożesz.
Mówiąc to wzbudził jej zainteresowanie.
  -Co mam zrobić?
  -Wejdziesz na szczyt skarpy, tam powinno być dosyć płasko.
  -I..?
  -Będziesz szła razem ze mną, a jak będzie więcej tych gości to przede mną.
  -Ale po co?
  -Nie wcinaj się. Będziesz zrzucać na nich kamienie, ale tak żeby ich nie zabić, więc wybieraj względnie małe. Jak stracą przytomność, będę mógł ich łatwo zgarnąć. Rozumiesz?
  -Tak.
‘’Nareszcie się bardziej przydam.’’ Myślała radośnie. ’’Pomysł wprawdzie nie jest jakiś wymyślny, ale genialny w swojej prostocie.’’
  -Ej! A jak załatwiałam tego pierwszego gościa, nie mogłeś już się brać za tamtych?
  -W sumie mogłem, ale wolałem mieć cię na oku.
‘’Hm, to miłe.’’ Aż się lekko zawstydziła. Zaczęła się wspinać po grubych, śliskich wystających rurach. On widząc jak się męczy, pomógł jej wejść, po czym podszedł pod bramę. Na miejscu spojrzał w górę na Teru, która wychylała głowę znad urwiska i skinął głową na znak, że ma być gotowa. Również skinęła. Wybrała już kamień mniej więcej wielkości cegły i obserwowała łowcę.
  Stranger otworzył ledwo bramę, dwóch zamachowców obładowanych materiałami wybuchowymi wyszło zza drzwi wychodzących ze skały. Łowca szybko związał jednego, zanim ten zaczął wariacko biec w jego kierunku z odpalonymi ładunkami, a drugiego pozbawił przytomności kamień zrzucony przez Teru. Stranger wciągnął zbirów do ‘’puszki’’ i poszedł dalej okrążając skałę, z której tamci wyszli. Rozejrzał się nieco zmieszany. Połowa złoczyńców leżała jak gdyby bez życia. ‘’Tak łatwo jeszcze nie było.’’ Pomyślał i wziął się do roboty zgarniając zbirów po kolei. Z pozostałymi łatwo sobie poradził.
  Ruszył dalej. Rozwalił płot, który stał mu na drodze i zatrzymał się przed kolejną rozchwianą, rdzewiejącą konstrukcją. Znów spojrzał na czekającą na jego dalsze ruchy Teru. Klif, po którym się przemieszczała okrążał niewielki akwen. Stranger wskazał dziewczynie ręką, że ma już iść na przód. Zaczęła więc pędzić w miejsce, gdzie kolejna grupa przeciwników pilnowała opuszczanego mostu. Zajęła się nimi, a Stranger w tym czasie włączył most zapmuchą. Ruszyli dalej. Wszystko poszło szybko i sprawnie. Złapali już wszystkich. Został tylko Palooka.
  Po lewej stronie wznosiła się zadaszona kładka, na którą Stranger wszedł po linie. Zatrzymał się na drugim jej skraju, wyjął z torby lornetkę i zaczął badać teren. Ponieważ prowizoryczny mostek znajdował się blisko szczytu klifu, mógł spokojnie omówić plan działania z Teru, która teraz wychylała głowę zerkając na łowcę. Podał jej lornetkę.
  -Widzisz działka zamontowane pod najwyższymi rurami?
  -Mhm.
  -Rozwalisz to po lewej.
  -Dobra... Ej! Co oni ta robią?
  -Pokaż.
Oddała mu lornetkę.
  -To laptop Eugeniusa...Zdaje się, że coś włączają.
  -A co?
  -Skąd mam wiedzieć?!- zirytował się. Wznowił obserwację.
  -Słuchaj- dziewczyna bardziej się wychyliła- są tam jakieś włączniki. Jak je aktywuję, nie pozwól Palooce dojść do komputera.
  -Aa jak mam to zrobić? Przecież jak wystrzeli, zrobi ze mnie miazgę!
  -Teraz nie masz nic do gadania! Sama chciałaś!
  -No dobrze.- powiedziała skruszona- Jakoś spróbuję.
  -Nie masz próbować. W razie potrzeby masz się na niego rzucić!
  -Co...?
  -I ty mówiłaś, że chcesz być łowcą?!
  -Dobra, dam radę.- rzekła skonsternowana.- ...Mogę zadać pytanie?
  -Jakie?
  -Kto to jest Eugenius?
Stranger westchnął. Nie odpowiedział tylko po prostu zszedł na ziemię. Gdy szedł w stronę wejścia, stłumił uśmiech. Ona była irytująca i niepoważna, ale mimo to chyba zaczął ją lubić.
  Dziewczyna w tym czasie, nie rzucając się w oczy, była już prawie przy Packracie. Czekała. Z tej odległości było słychać co złoczyńcy mówią.
  -Hej, szefie! Udało nam się podłączyć komputer tego clackera do generatora!- powiadomił Palookę, jeden z jego pomagierów.
  -W porządku! Teraz zobaczymy, czy da się odpalić tarczę.- ten odpowiedział z zadowoleniem.
  -Nie tak szybko, Palooka!- odezwał się Stranger, podchodząc bliżej- Żywy, czy martwy, twoje dupsko zabieram ze sobą.
  Palooka niemało zaskoczony, podbiegł do laptopa uruchamiając go. Jego pomocnik uciekł, a cała maszyneria wokół, głośno zabuczała i stopniowo zaczęła się pojawiać półprzezroczysta tarcza.
  -Ha! Spróbuj mnie teraz dorwać, lalusiu!- zawołał Packrat i od razu wystrzelił kilka rakiet z działka na plecach. Stranger szybko schował się za ścianą żelastwa, która zatrzymała pociski. Wychylił się z prawej strony, by zniszczyć kolejny rakieto-rzygacz zamontowany pod wysoko osadzoną rurą, i który właśnie zaczął działać. Teru w tym czasie usiłowała rozwalić drugi, zrzucając na niego wielki, metalowy kawał złomu. Udało się.
  Teraz czekała, aż Stranger wyłączy tarczę Palooki. W jeden włącznik już trafił. Drugi włącznik. Przygotowywała się do skoku. Trzeci włącznik. Była gotowa. Jednak zamiast w czwarty włącznik, łowca strzelił w dwóch atakujących pomocników Palooki. Podbiegł, by ich schwytać, a Packrat wtedy wystrzelił w stronę łowcy kolejną porcję rakiet. Trzech uniknął, ale ostatnia trafiła go w lewą łopatkę i część ramienia. Trzymając się za ohydną ranę, Stranger odbiegł wracając za ścianę. Teru z napięciem oglądała tą scenę. Kiedy zobaczyła, że łowca się ukrył, uświadomiła sobie, że ma napięte wszystkie mięśnie z przejęcia. Postarała się wyluzować. ‘’Spokojnie. Nic się nie stało. Lepiej skup się na Palooce.’’, beształa się w myślach. Opamiętała się akurat w czas, bo Stranger właśnie wyłączył tarczę.
  Zbir od razu ruszył do laptopa, aby ją ponownie uruchomić. Stranger mu nie pozwolił. Strzelił do Palooki thudslugiem, przewracając go. Łowca spojrzał na Teru.
  -Bierz go!
Mimo, że kompletnie nie miała pomysłu, jak przeszkodzi złoczyńcy, skoczyła zagradzając mu drogę. Jednak Palooka nie miał zamiaru się zatrzymać i biegł dalej prosto na nią.
  Był opancerzony w taki sposób, że raczej nie mogłaby go uszkodzić ręcznie, więc spanikowała i zrobiła pierwszą rzecz jaka jej przyszła do głowy: wyszarpnęła laptop z plątaniny kabli, zeskoczyła z platformy i pobiegła do łowcy.
  -Co to miało być!- zawołał zaskoczony, bo tego się na pewno nie spodziewał.
  -No co?! Już nic nim nie włączy, nie?!
Palooka nie miał już innego wyjścia. Zaczął strzelać ile wlezie.
  -Schowaj się!- krzyknął do dziewczyny Stranger.
Schroniła się za drugą ścianą z gruzu, a łowca unikał rakiet i w tym samym czasie celował w przeciwnika. Wystrzelił boombat’a, którego eksplozja strąciła Packrata z platformy. Już nie miał gdzie uciec. Stranger strzelał do niego z obu luf non stop, dopóki ten nie stracił przytomności. Uważał żeby go nie zabić. Kiedy już złapał zbira, stał przez chwilę bez ruchu, walcząc z bólem. Z nagłego wysiłku, rana na ramieniu się otworzyła i zaczęła mocniej krwawić. Mimo to był zadowolony, że tak szybko i zgrabnie wszystko poszło..., ale też miał wrażenie, że odebrano mu część zabawy.
  Odwrócił się do wgapionej w niego Teru.
  -Co tak stoisz? Wracamy.

***

No, więc tak długi kawałek powinien usatysfakcjonować nawet Tusię .Do wszystkich, którzy mogą mieć zastrzeżenia do nazw, wolałam ich nie zmieniać, bo jak wiadomo spolszczenia raczej brzmią gorzej.

Offline

 

#12 2017-09-10 01:38:28

 Drippick

Generał

49395019
Zarejestrowany: 2010-11-08
Posty: 978
Punktów :   10 
Ulubiona Postać: Gen.Dripik
Wiek: 11
Ulubiona Komenda: Follow Me
Ulubiona Lokacja: Mój dom
WWW

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Znacznie lepsze od moich Squeeków sprzed pięciu lat, kiedy to myślałem, że opowiadanie samo się opowie.
I hej, "Nawet Ty napisałeś coś dobrego", nie jestę hejterę.

Opowiadanie, mimo że stoi na dialogach to nie brakuje opisów.
Charakter Strangera (postaci kanonicznej!) w miarę zachowany, co w fanfiction zdarza się rzadko, to na plus.

Nurtuje mnie tylko, czy masz całą fabułę w głowie, czy może piszesz z epizodu na epizod i wymyślasz na bieżąco? Jak długie to będzie i jak dużo będzie punktów zwrotnych?

A z innej beczki, chyba coś kiedyś rysowałaś, nie? Trochę z ciekawości, masz może jakiś pomysł na zilustrowanie Teru?

Co do oryginalnych nazw - dobrze robisz, zostaw tak jak jest.

Offline

 

#13 2017-09-11 22:11:41

punia003

http://img.informer.com/icons/png/16/23/23053.png Mudomo

Skąd: Bogatynia
Zarejestrowany: 2014-10-05
Posty: 112
Punktów :   11 
Ulubiona Postać: Abe/Stranger
Wiek: 18
Ulubiona Lokacja: slig barracks/Scrabania

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Sorka, Drippick, wcale nie uważam, że jesteś hejterem, ale na podstawie Twoich wcześniejszych wypowiedzi jakoś mi się skojarzyłeś z takim bardziej wymagającym krytykiem

Co do fabuły...jakoś tak samo wychodzi, szczerze mówiąc. Jak tylko mnie najdzie olśnienie to se zapisuję na kartkach jakieś urywki, potem w wordzie jakoś to składam, układam w sensowne zdania, wprowadzam poprawki, czytam znowu za jakiś czas i znowu coś poprawiam. Ogólnie wpadłam na taki pomysł przypadkiem (w sumie jak większość tego typu rzeczy). Jak długie to będzie?- nie mam pojęcia. Jak na amatora przystało i tak staram się wymyślić jakąś akcję, ale to wcale nie jest takie proste .

A co do ilustracji, to tak. Mam gdzieś jeszcze jakiś bazgroł z gimnazjum i chciałam jeszcze coś porobić jakieś obrazki do poszczególnych sytuacji, ale niestety nie mam czasu, a jak mam to zwykle zapominam . Poza tym musiałabym kombinować z linkami. Niemniej spróbuję sie postarać.

***


Weszli do tunelu prowadzącego w stronę miasta. Stranger, chociaż to mało dało, próbował zatamować krwotok, ściskając ranę ręką. Milczał. Teru przyglądała się chwilę jak szkarłatny strumień spływa mu po ramieniu i przypomniała sobie nagle, że ma w miarę czysty materiał. Odłożyła delikatnie laptop, wyciągnęła szybko materiał i rozdarła na części.
  -Daj mi ramię. Zabandażuję ci.
Mile zaskoczony jej pomocą, dał sobie owinąć ranę.
  -Dzięki.- uśmiechnął się z wdzięcznością- Tobie też opatrzyć?
  -Ja nie mam aż tak strasznie. Zresztą już mi się zabliźniają.
  -...Jak to możliwe?
Wzruszyła ramionami
  -Widocznie jestem bardziej odporna niż ty.- powiedziała z przekąsem też się uśmiechając.
   Resztę drogi przebyli w ciszy. Teru ledwo dorównywała kroku łowcy, dźwigając pod pachą laptop. Doszli do bramy miasta. Tuż za nią po prawej znajdowała się druga, a przy niej stał clacker w okularach.
   -Oddaj mu laptop.- powiedział do dziewczyny Stranger.
   -To jest Eugenius?
   -Tak. Oddaj i chodź szybciej.
Zrobiła co mówił i pobiegła za nim, gdyż wcale nie czekał. Zatrzymała się nagle. ‘’Chyba raczej mam zaczekać...’’. Ale zaraz się do niej odwrócił i zawołał:
   -Idziesz, czy nie?
Nie trzeba było jej dwa razy mówić. Zrównała krok z łowcą i z uniesioną głową kroczyła obok niego. Skoro on się jej nie wstydził, nie przejmowała się innymi, puszczała ich gadanie mimo uszu.
  Weszli do biura nagród. Urzędnik powitał łowcę, a kiedy zauważył Teru, starał się nie zwracać na nią uwagi, a już na pewno nie pytał co tu robi. Widocznie Stranger cieszył się tu złą sławą i tamten nie chciał się narażać, ale to jej nawet odpowiadało.
  Oparła się brodą o biurko i zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu w czasie, gdy Stranger dopełniał formalności.
   -To by było na tyle.- powiedział urzędnik-  Nie mam już dla ciebie więcej zleceń, ale jest jedna sprawa, którą mógłbyś załatwić.- mówiąc to ostatnie zdanie, clacker wyjął z pod lady list gończy z wizerunkiem steefa.
   -Ile za to dostanę?- spytał Stranger.
   - Cóż, nie mam pojęcia. Zadzwonię do szefa i się dowiem.- odpowiedział i wyciągnął jeszcze telefon, po czym wykręcił numer.- Witam panie Sekto. Tu biuro nagród w Buzzarton. Jest tu łowca nagród i chciałby z panem pogadać... Dobrze, bardzo proszę.- clacker przysunął telefon bliżej łowcy. Stranger zawahał się chwilę, ale wziął słuchawkę i przyłożył do ucha.
  -Sekto. O co chodzi?- odezwał się głos w telefonie, zimny i poważny.
  -Słyszałem, że na głowie steefa można nieźle zarobić.
  -Mówisz, że masz głowę steefa?- głos przeciągał każdy wyraz. Stranger chwilę milczał.
  -Może wiem, gdzie można taką znaleźć... Za dwadzieścia tysięcy.- spojrzał znów na kartkę.
  -Lepiej żeby była świeża, jeśli ma być za dwadzieścia tysięcy.
  -...Więc, kiedy ją zdobędę, gdzie mogę cię znaleźć?
  -Proste. Rządzę rzeką Mongo. Znajdziesz moje biuro przy tamie... Zawsze tu jestem.
  -Cóż... Dobrze wiedzieć.- Zakończył Stranger i odłożył słuchawkę telefonu. Wziął do ręki kartkę z listem gończym i chwilę się w nią wpatrywał, a jego twarz wyglądała na zmartwioną.
  Teru przysunęła się nieco. Łowca spojrzał na nią przelotnie.
  -...Hm, nie widziałem tu steefa od wieków.- zaczął niepewnie urzędnik- Myślałem, że wszystkie z tych czworonożnych stworów już dawno nie żyją... No cóż, nie mam tu więcej zleceń, ale czemu nie zajrzysz do Doliny Mongo?
  -Dolina Mongo, co?- popatrzył teraz na Teru- Może nam się poszczęści i znajdziemy po drodze steefa.- powiedział i oboje wyszli.
 
Dziewczyna z powątpiewaniem na niego spoglądała.
  -Powiedz...naprawdę wiesz, gdzie można znaleźć steefa?
  -Nie do końca.
  -A jak właściwie wyglądają?
  -Cóż...yyym...Mają na pewno te cztery nogi...- próbował dać wymijającą odpowiedź na kłopotliwe pytanie.
  -No to już tamten gość mówił. A dokładniej? Widziałeś jakiegoś kiedyś?
  -...Kiedyś. Dawno.
Doszli do bramy, przy której stał Eugenius, w sam czas żeby przerwać rozmowę.
  -Ej! Możesz to już otworzyć?- zawołał łowca do clackera.
  -Pewnie. Z moim laptopem to łatwizna.- otworzył bramę- Dzięki za wszystko.- dorzucił na odchodne, jak już wychodzili.
  -Daleko jest ta Dolina Mongo?- spytała Teru.
  -Jest przed nią kilka małych miast.
  -Zatrzymamy się w jednym?
  -Może.
  Wędrowali trochę czasu przez drogę, znajdującą się we wnętrzu góry. Wszędzie rosły paprocie i tym podobne, a wyżej ze skalnego sufitu opadały liany i inne czepne rośliny. Nie raz mijali małe skupiska niskich drzew, a wyrastające znad trawy kwiaty nadawały temu miejscu koloru. Gdzieniegdzie przez większe szpary w skale wdzierało się światło zachodzącego słońca, a to wszystko tworzyło niezwykły krajobraz, który Teru chłonęła wzrokiem. Zerknęła na łowcę, który też się rozglądał, ale jakby bez entuzjazmu.
  W pewnym momencie drogi, Stranger nagle się zatrzymał.
  -Słyszysz?- spytał, więc ona też zaczęła nasłuchiwać.
  -Rzeczywiście coś jest.
  -Ktoś.
  -No.
Podeszli bliżej, bardziej ostrożnie. Mniej więcej po środku szerszego odcinka drogi stał bojler na ogniu, a wokół niego stało trzech złoczyńców. Stranger już w nich wycelował.
  -Mogę ja? Mogę ja?- przeszkodziła mu dziewczyna.
Łowca popatrzył na nią spode łba i powoli zaczął ściągać kuszę z przedramienia
  -Nie zepsuj tego.- powiedział po czym podał jej broń.
Szczęśliwa i uśmiechnięta od ucha do ucha, wycelowała i nie pudłując ani razu związała wszystkich trzech zbirów, nim się którykolwiek zorientował. Stranger poszedł ich wyłapać.
  Teru oddała mu kuszę. Patrzył na nią podejrzliwie.
   -Jak to jest, że masz takie dobre oko?
   -A co? To źle?
   -Nie, ale trochę dziwne. Ostatnio byłaś beznadziejna.
Gapiła się na niego mrużąc oczy, lecz rezygnując ze złośliwości.
   -Dzięki.- powiedziała ironicznie- A dasz mi postrzelać więcej?... Dla wprawy?
   - Zobaczymy. Na razie stąd wyjdźmy. Robi się już późno.
Przytaknęła.
  Na sam wieczór dotarli do małego miasteczka i zatrzymali się w nim na noc.

Offline

 

#14 2017-09-11 23:47:29

 Tusia10

Dovahkiin

Skąd: Wodzisław Śląski
Zarejestrowany: 2011-01-24
Posty: 629
Wiek: 20
Ulubiona Lokacja: Rupture Farms / Slig Barracks
WWW

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

EDIT: miałam za długo kartę włączoną i już odpowiedziałaś, nvm

Piękny długi kawałek, Punia, totalnie mnie usatysfakcjonowałaś <3 Ale serio, kurde, dobrze się to czyta. Masz może jeszcze jakieś inne ficki czy opowiadania? Bo chętnie obczaję.

A co do Dripika, to ten Squeek jak na opowiadanie, które pisał 14(?)-latek nie było wcale takie złe. Każdy od czegoś zaczynał przecież.

Ostatnio edytowany przez Tusia10 (2017-09-12 00:14:03)


"I'm a bad girl, bad inside.                                                                                                     
My hair is kindling; my flesh tallow; my bones dry twigs.
One day I'll burn i fires of Hell. As sure as eggs rot, that's the truth.
So there ain't no use denying it.
My name is Alice." ~ "Alice" J. Delaney

Offline

 

#15 2017-09-13 01:35:07

 Drippick

Generał

49395019
Zarejestrowany: 2010-11-08
Posty: 978
Punktów :   10 
Ulubiona Postać: Gen.Dripik
Wiek: 11
Ulubiona Komenda: Follow Me
Ulubiona Lokacja: Mój dom
WWW

Re: po prostu fanfic- Pewnego dnia na Oddworld

Podoba mi się, że odnosisz się do kanonicznych miejsc. To co często drażni mnie w fanfiction to za dużo "fiction". Ludzie często za bardzo uciekają od materiału źródłowego, wymyślają za dużo "własnych" rzeczy zamiast bazować na tym co czytelnicy już w uniwersum znają i lubią. Kierujesz opowieść jedną z moich ulubionych ścieżek fanficów: dodajesz do oryginału coś od siebie i tworzysz trochę alternatywne spojrzenie na znane nam wydarzenia.

Czekam teraz na jakiegoś kopa w opowiadaniu, czegoś co ukierunkuje akcję, być może pogłębienia roli protagonistki albo wyklarowania relacji bohaterów.
Często mówi się, że historia "Czymś stoi". Stoi postaciami, relacjami, wydarzeniami. Mamy wszystkiego po trochu, cichutko liczę na focus na jakimś elemencie fabuły.

Mój poważny ton to zboczenie zawodowe. Po godzinach dorabiam sobie jako krytyk literatury internetowej. Wybacz.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
Producent szamb betonowych https://wodzislaw-slaski.szamba-z-certyfikatem.pl zakładanie spółki z o.o. Węgorzewo hotele Darłówko pokoje